piątek, 20 lipca 2018

Neoartdecowskie renowacje 20 lipca 2018.

Nagle robota ruszyła z kopyta - wcześniej pogrążyłem się w zajmujące czas detale i konieczne naprawy ubytków, podklejenia, czyszczenie, fornirowanie, szlifowanie... .
Dzisiaj robiłem to, co lubię, czyli malowanie i politurowanie. Przyciemniłem krawędzie brązem wenge, blat też pomalowałem, ale bejcą wodną w kolorze ciemnego dębu. Znakomicie podkreśliło to słoje jasnego forniru dębowego, które jasnym będąc wydawał mi się nieco bez wyrazu.
Pierwsza warstwa politury na płaszczyznach frontowych pięknie przyciemniła mebel i nadała mu barw.
Czekam do jutra nw wyschnięcie bejcy, potem ją przetrę politurą, by wyszły spod niej słoje drewna, i będę smarował.
W poniedziałek spróbuję zacząć instalować zamki, których szyldy najpierw trzeba nieco zwęzić. Sam tego nie zrobię - szkoda czasu. Wolę dłubaninę w drewnie.
Zacząłem od klejenia krzesła, by się nieco rozkręcić.

Szafka oczyszczona i gotowa do bejcowania.


Najpierw bejca ciemnodębowa pod drzwiczkami środkowymi.

Od tyłu widać dobrze konstrukcję mebla. Proste jest piękne.

Krawędź po pierwszym malowaniu bejcą.

Trzeba wziąć się za środeczek.

Środeczek zrobiony.

Prawa strona jeszcze mokra po drugim malowaniu.

Krawędź lewa suszy się.

Jeszcze raz go.

Taśmy malarskie zdjęte. Już po pierwszej politurze. Przy krawędziach widoczne jaśniejsze pasy nie pokryte jeszcze politurą - były ukryte pod taśmą.

Może by coś jeszcze zrobić?

Wiem!!! Pomaluję blat, może będzie lepiej.

Będzie lepiej?

Trzeba kończyć, procesu cofnąć się już nie da.

Pomalowałem, jest zdecydowanie lepiej.

Na koniec dnia poprawianie forniru na stoliku - trzeba naciąć wypukły i odstający fornir, napuścić do środka kleju, przycisnąć i zostawić.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza