czwartek, 14 września 2017

The Destroyer. Lith prints, expired paper.

Tak, oto kwintesencja niszczyciela, inaczej kontrtorpedowcem niegdyś zwanego. Jeżeli dobrze pamiętam, w tym roku obchodzić będzie 80 lecie wodowania i wejścia do służby.
Były dwa bliźniacze okręty, obydwa do dzisiaj zachowane - jeden przy kei w Gdyni, drugi na dnie norweskiego fiordu. Dlatego niektóre z tych podwójnych ekspozycji wydają się nierzeczywiste - pierwsza ostra, druga jest tylko cieniem rozmytym, duchem jakby, do tego dochodzi ostre policzalne ziarno, dziwna skala tonalna, obrazy nieco odjeżdżają od rzeczywistości. No i jeszcze papier przeterminowany o 40 lat, jednak dla litu nadal dobry.
Zdjęcia miały iść na wystawę, ale muzeum - nazwy pełnej nie wymienię - wypięło się, bo obrazy dziwne, nienormalne prawie, kto to widział takie przedziwne i trudne do pojęcia fotografie robić.





sobota, 2 września 2017

Pinholovo.

Przyjeżdżasz do miasta. Na początku jest fajnie, można zjeść loda, potem okazuje się, że przypadkiem coś przeskrobałeś. Wloką do ratusza, potem na rynek. Ostrze topora wznosi się nad głową...

Lody dla ochłody.

Naprawdę nie chciałem rozsypać cukru na tym stoliku!

Czyń waść powinność. Za udany numerek 6 talarów. Przy karze kwalifikowanej taksa przewiduje wyżej.
Pięknie już było.

piątek, 28 lipca 2017

Litu litu. Był czarny czarny las...

Aach, jakie powykręcane te korzenie. Wiją się niczym macki potwora z najgorszych snów dziecka w kołysce, kiedy babcia kołysząca też pójdzie spać i zostawi samego. A może zamiast tego będzie goniła ziejąca ogniem lokomotywa, za wszelką cenę pragnąca wciągnąć w głąb rozgrzanego brzucha, co bucha.
Nie wiem, co gorsze. Ale korzenne macki sfotografowałem, w licie podkreśliłem, jest straszno, to znaczy dobrze.


czwartek, 27 lipca 2017

Litu litu. Nowe lity, he he.

Znów trochę lasu, bo wśród drzew dobrze mi jest. Nie ma ludziów, telewizorów i polityków, a te elementy szczególnie w sztuce mocno przeszkadzają.
Dobrze jest czasem wziąć ze sobą ciężką i mało poręczną kamerę średnioformatową, statyw i parę błon, naświetlać co najmniej podwójnie, by powstał nowy świat kreowany wyłącznie w głowie zdejmującego widoki.
Kto powiedział, że fotografia ma pokazywać wyłącznie świat realny? Śluby, wesela, dzieci, pieski z różowymi kokardkami nużą mnie niezmiernie.
Wszystko ma dwie strony, rzeczywistość i tak zlewa nam się w głowie w jeden wielki chaos, nikt nie powiedział, że czarnobiały obraz nie może być kolorowy i zawierać w sobie odrobinę szaleństwa, na miarę fotografującego.