czwartek, 17 września 2020

Odbitki litowe i nie tylko o nie tutaj chodzi. "Śladami Mistrzów" w Poznaniu od 15 października.

Zawsze - mimo idiotycznych przesądów od zawsze wpajanych mi przez babcię i rodzicielkę - uważałem, że nie należy być przesadnie skromnym, tylko w miarę asertywnym, zwłaszcza jeżeli chodzi o własne dokonania na polu sztuki, np. fotograficznej. Nie tak dawno temu zdobyłem wyróżnienie w Gorzowie Wielkopolskim na tamtejszych "Konfrontacjach", co ucieszyło mnie również dlatego, że pieniądze z nagrody mogłem z czystym sumieniem przeznaczyć na zakup mojego ulubionego papieru fotograficznego Fomatone MG 132, który całkiem ładnie woła się w licie.

Starczyło też na opłacenie kolejnych konkursów. Jako że dodatkowo w połowie października wybieramy się na poznańską wystawę "Śladami Mistrzów", to tym bardziej się cieszę. Swoją drogą, wystawa ta przysporzyła mi nieco zszarganych nerwów i pewną ilość kolejnych siwych włosów, jako że paczka zawierająca 14 wysoce artystycznych, niepowtarzalnych i jedynych w swoim rodzaju przecudnej urody barytowych fotogramów, na dodatek własnoręcznie przeze w passe-partout oprawionych, zaginęła na terminalu przeładunkowym w Komornikach pod Poznaniem. Po pewnej ilości telefonów i reklamacjach paczka się odnalazła, i nawet trafiła do miejsca przeznaczenia. Priorytet wędrował/leżakował sobie przez dwa tygodnie, a ja zastanawiałem się, jak najszybciej zreprodukować utracone dzieła. Na szczęście ten etap już jest za mną.

A teraz dusza ma raduje się na myśl, że pojedziemy z Asią do Poznania i spotkamy się z fajnymi ludźmi. Naprawdę jestem pod wrażeniem ogromu inicjatyw mających miejsce w Wielkopolsce. 

Poniżej plakat wystawowy i moje zdjęcia, które może znajdą się w katalogu. Na samym dole czcigodne Jury z Gorzowa Wlkp. ze zdjęciami memi u stóp swych. Fajne mają tam wnętrze.









czwartek, 20 sierpnia 2020

Leniwe i gorące zwiedzanie w podniosłym dniu 15 sierpnia.

    Dawno nie zwiedzałem skansenu we Wdzydzach. Trochę tam goło, niektóre elementy budzą wątpliwości, jak np. stalowy kiosk "Ruchu" jako cenny eksponat - trochę to perwersyjne stawiać go razem z drewnianymi zabytkami. Dzień wizyty, czyli akuratnie 15 sierpnia to zmarnowana 100 rocznica cudu na Wisłą, bo ja jednak wierzę w to, że mocno pragnącym cuda niekiedy potrafią się przydarzyć. Ale rocznicę zmarnowano przaśnymi imprezami; a szumnych zapowiedzi było wielkie mnóstwo!

    Wiele podobnych budynków zostało podpalonych w ogniu walk przez zdziczałych bolszewików; ot, takie dziwne mi się właśnie nasunęły skojarzenia. I nikt ich nawet nie zdążył pofotografować. Ale wiatraki, wiejskie chaty i ich ogródki zostały w dużej części ocalone przed przemocą.

    Gorąco było jak w piekarniku - 32 stopnie i mało cienia. Na szyi miałem Mamiya'ę 330 z założonym obiektywem 4,5/105 i z nakręconym nań żółtym filtrem. Ramię obciążał mi dosyć ciężki, ale za to stabilny statyw Manfrotto, na drugim była torba fotograficzna - na szczęście dosyć pustawa. W kamerze tkwiła sobie błona Foma 400, którą przekręciłem do samiuśkiego końca. Wyjątkowo popełniłem też kilka pojedynczych ekspozycji, chcąc ocenić jakość rysunku japońskiej kopii zacnego Heliara (opracowany, jeżeli dobrze pamiętam, przez Voigtlandera w 1903 roku). Trzeba przyznać, co niechętnie czynię, że Niemcy jednak potrafili konstruować wspaniałe obiektywy.

    Błonę wywołałem w kodakowskim HC-110 rozrobionym jak zwykle w proporcji 1:63. Moim zdaniem, ciągnie detale znacznie lepiej niż użyty wcześniej eksperymentalnie D-23 własnego składu.




wtorek, 28 lipca 2020

Była sobie stocznia. Uroki łażenia ze statywem.

Stocznia Cesarska, Gdańska, Lenina, i znowu Gdańska komuś mocno przeszkadzała. Ocalała zabytkowa hala, która może kiedyś doświadczy remontu generalnego i przywrócenia blasku XIX wiecznej architektury przemysłowej, nie gardzącej skromnymi elementami dekoracyjnymi i dbającej o dobre proporcje budynków.
    Niekiedy łażenie ze statywem oraz z dość mało poręczną kamerą TLR sprawia, że zaczynam rozglądać się, chcąc złapać chwile oddechu albo doświadczyć cienia. Wtedy nagle ten cień pojawia się znienacka nie po to, by chronić, tylko zainspirować do czynności fotograficznych.
    Bardzo podobają mi się zdjęcia przez obiektyw do Mamiyi 330 - Sekor 4,5/65 z założonym żółtym filtrem. Jest zarówno ostry jak i plastyczny, co cenię na równi z dobrą rozdzielczością, jak nie wyżej nawet. Odpowiada mi też błona Rollei Superpan 200 na podłożu poliestrowym, idealnie przezroczysta i równa. Jest też uczulona na podczerwień. Tutaj wołana w HC-110 rozrobionym z wodą w proporcji 1:63.




wtorek, 14 lipca 2020

The Summer of the Middle Ages or Perfect Shape.

Dochodzę do wniosku, że pod względem fotograficzno-artystycznym uprawiam wstecznictwo, jako że: analog sprzed lat kilkudziesięciu, film wołany na mokro, nie żaden program, odbitka litowa wołana też na mokro; jedyne odstępstwo to podwójna ekspozycja, ale tutaj też niczego nowego nie wymyśliłem. Jednak jest to chyba dość spójne i estetycznie do przyjęcia; trwałość archiwalna też jest jak trzeba. Zakładam co najmniej 180 lat, potem niech inni się martwią, o ile będzie komu.
    Bodajże Arystoteles doszedł do wniosku, że kształtem idealnym jest kula, tak więc umieszczam wizerunki mego miasta na tle kuli i efekt wydaje mi się całkiem sympatyczny. Podobnie jest, gdy w kuli chowają się gołe panienki. Też ładnie.
    Papier to vintage'owy ORWO BBN 111 o formacie 18x24 cm. Moczę go w roztworze roboczym z koncentratu Hr. Moersch'a; mniej więcej po 6 minutach zaczynają pojawiać się zarysy cieni, a potem wszystko zaczyna coraz bardziej przyspieszać.
    Ponad sto lat temu jacyś ignoranci stwierdzili, że średniowiecze to "wieki ciemne". A to bullshit jest, bo wtedy wiele się zaczęło - Polska też. Zaczęło się wiosenną wędrówką ludów, a zakończyło dojrzałym i mocne plony dającym latem.




piątek, 10 lipca 2020

Jantar i magiczny kwadrat na litowo. ORWO BBN 111.

Kolejna odsłona portu czy raczej plaży rybackiej w Jantarze na Mierzei Wiślanej. Tym razem odszedłem od czystej fotografii czarno-białej na rzecz wywołania starego papieru ORWO BN 111 w wywoływaczu litowym Moersch Easy Lith. Byłem miło zaskoczony efektem, jako że w jednym ze składników wywoływacza wytrącił się gęsty biały osad, co jednak nie wypłynęło na jego działanie.
Od strony czysto technicznej nadal jest to fotografia czysta - nieskażona żadnymi dodatkowymi manipulacjami, bo przecież ja tylko zmieniłem wywoływacz, sama procedura pozostaje bez zmian.
     Powstaje jednak lekki dylemat artystyczno-terminologiczny -  czy skutek działania wywoływacza infekcyjnego należy traktować jako dodatkową manipulację, bo przecież wpływa on na efekt końcowy - inna jest tonalność, kolorystyka, cienie są gęste i ciemnobrunatne, światła zaś lekko żółtawe i nieco przytłumione, co może wynikać z czcigodnego wieku emulsji fotograficznej (1986-87).
     Z drugiej strony - nie było tutaj żadnego fotomontażu, nakładania drugiego negatywu, zdjęcia robiłem ze statywu przy świetle zastanym. Czy świadoma i swoista estetyzacja jest zarazem próbą manipulacji, czy też nadal mieści się ona w zakresie tego, co traktujemy jako czystą i nie poddaną dodatkowej obróbce fotografię? Tak się wywołało, chociaż rezultat był przez mnie antycypowany. Oto jest pytanie.
     Odbitki formatu 18 x 18 cm skanowałem przy pomocy Epsona V600.
Jantar wiosną 2019 r. Mamiya C330f, Sekor 2,8/80 z żółtym filtrem. błona Rollei RPX 100 wołana w HC-110 1:63. Papier ORWO BBN 111 18x24 cm wołany w Moersch Easy Lith 1:30 w temp. ok. 27 st. C.



wtorek, 7 lipca 2020

Jantar i magiczny kwadrat. Kilka wiosen temu.

Kiedy po zelżeniu tzw. pandemii można już było wyjeżdżać, udaliśmy się do Jantara, które to miejsce nadmorskie bardzo cenię za szerokie plaże oraz piękne światło w sosnowym lesie na wydmach. Był majowy weekend, słońce przygrzewało i prócz nas na pomysł wyjazdu nad morze wpadło kilka tysięcy rodaków. Gdy zobaczyłem tabuny ludzi, z których bardziej utuczona część pozajmowała wszystkie wolne miejsca w knajpach, opychając się naprędce przygotowywaną niezdrową żywnością oraz lodami, poczułem się dość zdegustowany.
     Teraz z lubością powracam do wspomnień z marca 2017 roku, kiedy to pojechaliśmy do Jantara po raz pierwszy. Plaża była pusta, na niej drewniane łodzie w stylu retro, słońce też pięknie świeciło, no i nikt nie właził mi w kadr.
     Mamiya 330f z założonym standardem 2,8/80 i nakręconym nań żółtym filtrem stała pewnie na statywie. Naświetliłem 12 klatek na lekko przeterminowanej błonie Rollei Retro 100, którą wywołałem w kodakowskim HC-110 rozcieńczonym 1:63.
     Teraz wreszcie dorobiłem się skanera także do błon średnioformatowych - dzięki rządowemu i antypandemicznemu programowi bezzwrotnych pożyczek na wsparcie działalności. Używam go też do skanowania tekstów, tak więc służy mi zarówno do pracy jak i sztuki/przyjemności. Inni by nie dali.
     Zastanawiam się nad tymi zdjęciami. Po różnych eksperymentach dobrze jest niekiedy wrócić do dosłownej fotografii przedstawiającej rzeczywistość w sposób bezpośredni, bez dodatkowych manipulacji, pomijając oczywiście retusz negatywu oraz delikatne ingerencje w tonalność. Kompozycje są tradycyjne, zdjęcia ostre z przysłoną skręconą do 5,6-8,0; jednym słowem neopiktorializm polski w kolejnej odsłonie.








niedziela, 14 czerwca 2020

Litowanie globalne.

Dzięki inicjatywie oraz chęciom i konsekwencji Marcela Shepersa z Holandii w piątek dotarła do mnie książeczka zawierająca kilkadziesiąt reprodukcji odbitek litowych z całego świata, powstałych w 2019 roku. Wśród nich trzy moje, z różnych względów mi najbliższe. Nie ukrywam, że mnie to cieszy.
Kolejne odbitki powoli się suszą, rozrobiłem nowy ORWO 70, naświetlę też chyba jakiś średni format, bo kwadrat magiczny bliski sercu mojemu jest. Papieru fotograficznego też mam sporo, starego i nowego.
Zdjęcia na okładce - Marcel Schepers, Holandia.