wtorek, 17 października 2017

"Buntownicy i Marzyciele" na poznańskich Jeżycach 16.10.2017.

Miałem ogromną przyjemność zawisnąć - aczkolwiek brzmi to nieco perwersyjnie i złowieszczo zarazem - w zacnym gronie na wystawie "Buntownicy i Marzyciele" na Jackowskiego 5-7 w Poznaniu.
Jest to pierwsza od dłuższego czasu pozatrójmiejska wystawa, w której biorę udział. Żałuję jedynie, że nie posłałem więcej zdjęć. Pokazałem jedynie dwie odbitki litowe z cyklu "The Holy Cities", przedstawiające syntetyczne spojrzenie na Pragę czeską.
Zawieszono je w fotoramach bez szyb, co pozwala nawiązać bliższy kontakt z pracami - mam jedynie nadzieję, że wyłącznie wzrokowy. Baryt będzie pracował przy zmieniającej się temperaturze i wilgotności powietrza, co sprawi, że odbitki z dnia na dzień będą podlegały pewnym niewielkim zmianom - ożyją na czas ich eksponowania.
Reprodukcja jednego ze zdjęć znalazła się w katalogu wystawy. Zamierzam teraz wykonać nowe odbitki, interepretując na nowo tonalność i kolorystykę. Fascynujące w procesie litowym jest to, że nigdy nie da się przewidzieć efektu końcowego, a różnice w temperaturze wołania, rozcieńczeniu roztworu wywoływacza, odmienność partii papieru sprawiają, że za każdym razem powstaje zupełnie inny fotogram.

Po wernisażu na kontynuacji spotkania w piwnicach znajdujących się pod salami wystawowymi zachwycaliśmy się sobą wzajemnie, wyrażając zarazem nadzieję, że wystawa stanie się za jakiś czas znana - są pomysły na jej dalszą peregrynację po Polsce - oraz że zostanie uznana za antymainstreamową pokazując, iż w fotografii artystycznej poza centralnym nurtem głównym też coś się dzieje.

Jakby nie było, nowe odbitki litowe już pod prasą się prostują! Najwyższy czas zamówić kolejne paczki papieru.

http://www.wbp.poznan.pl/fotografia/buntownicy-i-marzyciele/











czwartek, 14 września 2017

The Destroyer. Lith prints, expired paper.

Tak, oto kwintesencja niszczyciela, inaczej kontrtorpedowcem niegdyś zwanego. Jeżeli dobrze pamiętam, w tym roku obchodzić będzie 80 lecie wodowania i wejścia do służby.
Były dwa bliźniacze okręty, obydwa do dzisiaj zachowane - jeden przy kei w Gdyni, drugi na dnie norweskiego fiordu. Dlatego niektóre z tych podwójnych ekspozycji wydają się nierzeczywiste - pierwsza ostra, druga jest tylko cieniem rozmytym, duchem jakby, do tego dochodzi ostre policzalne ziarno, dziwna skala tonalna, obrazy nieco odjeżdżają od rzeczywistości. No i jeszcze papier przeterminowany o 40 lat, jednak dla litu nadal dobry.
Zdjęcia miały iść na wystawę, ale muzeum - nazwy pełnej nie wymienię - wypięło się, bo obrazy dziwne, nienormalne prawie, kto to widział takie przedziwne i trudne do pojęcia fotografie robić.





sobota, 2 września 2017

Pinholovo.

Przyjeżdżasz do miasta. Na początku jest fajnie, można zjeść loda, potem okazuje się, że przypadkiem coś przeskrobałeś. Wloką do ratusza, potem na rynek. Ostrze topora wznosi się nad głową...

Lody dla ochłody.

Naprawdę nie chciałem rozsypać cukru na tym stoliku!

Czyń waść powinność. Za udany numerek 6 talarów. Przy karze kwalifikowanej taksa przewiduje wyżej.
Pięknie już było.

piątek, 28 lipca 2017

Litu litu. Był czarny czarny las...

Aach, jakie powykręcane te korzenie. Wiją się niczym macki potwora z najgorszych snów dziecka w kołysce, kiedy babcia kołysząca też pójdzie spać i zostawi samego. A może zamiast tego będzie goniła ziejąca ogniem lokomotywa, za wszelką cenę pragnąca wciągnąć w głąb rozgrzanego brzucha, co bucha.
Nie wiem, co gorsze. Ale korzenne macki sfotografowałem, w licie podkreśliłem, jest straszno, to znaczy dobrze.


czwartek, 27 lipca 2017

Litu litu. Nowe lity, he he.

Znów trochę lasu, bo wśród drzew dobrze mi jest. Nie ma ludziów, telewizorów i polityków, a te elementy szczególnie w sztuce mocno przeszkadzają.
Dobrze jest czasem wziąć ze sobą ciężką i mało poręczną kamerę średnioformatową, statyw i parę błon, naświetlać co najmniej podwójnie, by powstał nowy świat kreowany wyłącznie w głowie zdejmującego widoki.
Kto powiedział, że fotografia ma pokazywać wyłącznie świat realny? Śluby, wesela, dzieci, pieski z różowymi kokardkami nużą mnie niezmiernie.
Wszystko ma dwie strony, rzeczywistość i tak zlewa nam się w głowie w jeden wielki chaos, nikt nie powiedział, że czarnobiały obraz nie może być kolorowy i zawierać w sobie odrobinę szaleństwa, na miarę fotografującego.