wtorek, 24 lipca 2018

Chwasty polskie w sinych barwach wypalone

Zainspirowany poszukiwaniami artystycznymi Kolegów postanowiłem zrobić coś podobnego. Duże arkusze papieru akwarelowego posmarowałem emulsją światłoczułą, po czym zubożyłem miejską wegetację o parę garści chwastów wyrwanych na zaspiańskim pasie startowym.
Następnie nachlapałem na emulsję nieco wody oraz octu, na to położyłem trochę chwastów. Przycisnąłem lekko szybą, na której taśmą bezbarwną unieruchomiłem kolejne roślinki. Zrobiłem to tak, by ich części falowały na wietrze.
To wszystko położyłem na balkonie na ok. 30 minut. Zjadłem obiad przygotowany przez Żonę Mą.
Po obiedzie naświetlony arkusz włożyłem do wywoływacza, czyli kranówy. Powiesiłem na sznurku od bielizny, by wysuszyć. Prostowało się przez dobę pod pracą z grubej płyty mdf.
Tak to sobie wymyśliłem i zrobiłem.
Dzięki wodzie, octowi oraz ich mieszaniu się z płynami parującymi z roślin pod szybą uzyskałem pewną wielobarwność.
Wołanie, parowanie, smażenie pod szybą i na niej. Widoczne skraplanie płynów pod szybą.

Gotowa odbitka z instalacji podobnej do powyższej.

Nr 3, 20 lipca 2018.

Pierwsze podejście do większego formatu 30 x 43 cm.

Chlapu chlapu chlapp.

Suszy się.
Kompozycja nr 4 - stan w trakcie naświetlania powyżej.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza