Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nikkor 2/50 mm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nikkor 2/50 mm. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 sierpnia 2026

Świętego Jana kontynuacja po 35 latach

 Cała historia zaczęła się w poniedziałek 24 sierpnia 2026. Pojechałem do Starego Miasta, by pozdejmować świątynię św. Jana,mając na względzie to, że nieco wcześniej dogrzebałem się do negatywu, z którego skany pokazałem we wcześniejszym poście. Uznałem, że okres 35 lat to dobra okazja, by znowu się pobawić w fotografię, tym razem nieco bardziej kombinowaną, niż dawne proste kadry z Fenixa II.

Zabrałem Nikona FM z Nikkorem AIS 28mm f2.8, na to przykręciłem czerwonego Marumiego, zaś w puszce siedział sobie kilkunastoletni ORWOPAN 100. Wywołałem to cudo w ciemni GTF tego samego wieczora, po czym po wyciągnięciu filmu ze szpuli koreksu bardzo brzydko w myślach zakląłem, gdyż taśma okazała się być na tyle zadymiona, że straciła wszelką użyteczność artystyczną. Jedyne co można było uczynić, to wydrapać sobie na niej szpileczką obrazki, przedstawiające niekoniecznie św. Jana.

Cóż było począć - następnego dnia wziąłem kolejne filmy; do Nikona F3HP założyłem dość rzadki i mało znany u nas film kinematograficzny Kodak Eastman Double-X 250, który w dedykowanym D-96 wychodzi wręcz bajkowo (jak dla mnie bomba, szczególnie, że składam go sam); do Nikona FM wsadziłem 40-letniego ORWO NP55, który to wynalazek jest również filmem typu cine, z charakterystyczną ciemnofioletową warstwą przeciwodblaskową i dość sporym ziarnem. Jako że zupa D-96 była jeszcze zdatna, to wywołałem go tak samo jak Kodaka, w temperaturze 23 st.C i w czasie ok. 8 3/4 minuty.

Obiektywy to Nikkor AF-D 24 mm f2.8, wyżej wspomniany 28 mm f2.8 oraz starusieńki Nikkor 50 mm f2.0 - jest to konstrukcja Gaussa, niesamowicie ostra, a zarazem tania z drugiej ręki, gdyż jasność 2.0 wpływa na ogromne obniżenie ceny; ten na japońskim Mercari kosztował mnie równowartość kilkudziesięciu złociszy. Na wszystkich szkłach były czerwone filtry różnej gęstości.

Pogoda nadal dopisywała, słońce świeciło przez malownicze i bardzo szybko przesuwające się chmury, ludzie nie zwracali uwagi na szaleńca z dwoma zenitopodobnymi zabytkami na karku, poza tym nie było ich zbyt wielu i miałem pełną swobodę działania. Powtórzyłem to, co utraciłem z dnia poprzedniego, i nie ukrywam, że z uzyskanego efektu jestem zadowolony.

Poniżej pokazuję kilka klatek ze św. Janem, który współpracował i pozował bez gadania, co mi zawsze bardzo odpowiada. Jest to negatyw Kodaka, naświetlałem go przy nominalnej czułości 250 ASA. Skanów nie plamkowałem, bo mi się nie chciało.

Powtórka ujęcia sprzed lat - zobacz poprzedni post. Nikon F3HP, Nikkor AF-D 24 mm z czerwonym filtrem.









 


 

piątek, 8 listopada 2019

Widoki Motławy litowo.

    Po okresie traumy i załamania po odejściu bliskiej osoby udaje mi się wrócić do fotografii odbijanej w mokrej ciemni w żmudnym, aczkolwiek na koniec satysfakcjonującym procesie litowym. Tutaj jeszcze stary wywoływacz, rozrabiany kilka miesięcy temu, który w części utracił swoją moc. Mam już dwa nowe koncentraty, ale tych używam do nowego projektu, o którym myślę od jakiegoś czasu, i który wydaje się rokować dobre nadzieje. Ale o tym sza!
     Jak zwykle stare Nikony z funkcją wielokrotnej ekspozycji, stare błonki, za to nowy czeski papier - jak zwykle nie do końca przewidywalny, lecz za to ciekawy kolorystycznie i dający ładne efekty grafizujące w trakcie wywoływania infekcyjnego.


poniedziałek, 17 czerwca 2019

Litu litu. Widoki Motławy w dniach 3-31 maja 2019.

Powtórka z rozrywki, aczkolwiek na nowym materiale, wyprodukowanym kilka dziesiątek lat temu. Ów papier to sławny ORWO BH 111, który po przechowywaniu w piwnicy do niczego poza litem już się nie nadaje.
Ciekawostką jest to, że był on konfekcjonowany przez bydgoski Foton, który sprzedawał je na naszym rynku w swoich opakowaniach, jedynie z drobnymi literami uczynioną adnotacją, kto go wyprodukował. Akurat to opakowanie przeterminowało się 16.06.1989, tak więc minęło dokładnie 30 lat od dnia, w którym zrobiłem te odbitki!
Dostałem kilka opakowań dzięki uprzejmości kolegi Sławomira, który - nad czym ubolewam - przeszedł na nową wiarę, czyli skonwertował się na cyfrę, chociaż dobrej jakości.
Zdjęcia poczyniłem w świątecznym dniu 3 maja 2019 nad Motławą i prawie miesiąc później, zdejmując na ostatniej rolce Neopana 400 kilkanaście widoków Motławy. Pogoda była piękna wielce, na niebie przepływały obłoki, tak więc filtr pomarańczowy był jak najbardziej uzasadniony. Dla zachowania proporcji powtarzających się od lat motywów do Nikona F3 założyłem ulubionego Nikkora 2/50.
Robiłem zarówno podwójne (niewiele) jak i pojedyncze ekspozycje, bo zmieniające się Widoki Motławy za kilka lat będą miały większą wartość dokumentacyjną niż artystyczną. Jednak obydwie strony mej osobowości fotograficznej doznały zaspokojenia.
ORWO wołałem w fabrycznym wywoływaczu litowym Moersch Easy Lith, przy proporcji 15 ml roztworu A + 15 ml roztworu B z dodatkiem 30 ml tzw. Old Brown (zużyty i niepracujący wywoływacz litowy z wcześniejszej sesji, który zmniejsza kontrast, dzięki czemu odbitki są bardziej przyjazne w odbiorze dla niewyrobionego estetycznie widza), a to wszystko znalazło się w 1 litrze wody o temperaturze otoczenia, czyli ok. 25 st. Celsjusza.
Potem pozostało zrobić kilka pasków testowych, i wreszcie wymęczyć odbitki. Proces wywoływania jest dość powolny z racji dużego rozcieńczenia składników wywoływacza, ale za to można go w pełni kontrolować w czerwonym świetle.
Uzyskałem ładne odbitki, z których ostatnia jest utrzymana w stylu mocno piktorialnym - skutek coraz wolniej pracującego wywoływacza. Moczenie trwało chyba z 35 minut, co mnie nieco zmęczyło. Na szczęście można zakryć kuwetę, zrobić sobie kawę, spokojnie ją wypić, po czym wrócić do ciemni, by kontrolować proces pojawiania się obrazu na powierzchni papieru.
Myślę, że mistrz Wański chyba by moje wyniki zaakceptował.
Dziś zaś znowu byłem na Starówce, tym razem fotografując siedemdziesięcioletnią Leicą IIIf z żółtym filtrem przykręconym do Summitara 2/50, który przepuszczał światło tak, by padało na powierzchnię utrzymanego w tradycyjnym stylu Ilforda PAN 400. Niestety, chmury pojawiły się dopiero wtedy, gdy wsiadałem już do powrotnego tramwaju. Tym razem nie było ani jednej podwójnej ekspozycji - taki aparat.
Widoki Motławy, 31.05.2019. Nikon F3, Nikkor 2/50 z filtrem pomarańczowym. Film FUJI Neopan 400 wołany w Kodaku HC-110 1:63. Odbitka litowa 18x24 cm na ORWO BH 111 przeterminowanym 16.06.1989. Czas wołania ok. 35 minut.

Widoki Motławy, 3.05.2019. Nikon F3, Nikkor 2/50 z filtrem pomarańczowym. Film FUJI Neopan 400 wołany w Kodaku HC-110 1:63. Odbitka litowa 18x24 cm na ORWO BH 111, przeterminowanym w dniu 16.06.2019. Czas wołania ok. 15-20 minut.


wtorek, 4 czerwca 2019

Widoki Motławy na ostatniej rolce Fuji Neopan 400, 31 maja 2019.

Wszystko co dobre, kończy się kiedyś. Kreatywni księgowi uznają, że zysk jest za mały, a producent ich bezmyślnie słucha, bo popyt zmalał. Ministrowie o mentalności księgowego transformują i prywatyzują, co do tej pory wielu odbija się czkawką, nie licząc tych, którzy stracili pracę, zdrowie, a czasem życie na które targnęli się z rozpaczy.
   Fuji Neopan 400 był świetnym negatywem o dużej rozpiętości tonalnej, tolerował błędy prześwietlenia czy niedoświetlenia, ładnie się wołał, no i był nieco tańszy od swoich odpowiedników. Kiedyś kupiłem spory zapas zielono-białych pudełeczek z czerwonym logo, ale po kilku latach i ten się skończył.
   Ostatnie klatki naświetliłem w kwietniu i w maju, część poświęcając na ulubione motywy, czyli widoki Motławy.
Widoki Motławy, 31 maja 2019.

Bardzo mi będzie Ciebie brakowało.

wtorek, 28 maja 2019

Widoki Motławy c.d.

Pogoda nie dopisuje - jak chcę porobić Widoki Motławy z pięknymi chmurami dostojnie przemieszczającymi się nad miastem, to pada, albo wzrok przytłacza gorąca jednolita patelnia.
Jednak od czasu do czasu udaje się trafić na kompozycję zaspokajającą wrodzone potrzeby estetyczne neopiktorialisty.
Był taki dzień w kwietniu. I nawet neopiktorialista pojawił się we właściwym miejscu o odpowiedniej porze. Miał ze sobą starego Nikona F3 z jeszcze starszym Nikkorem 2/50 kupionym niegdyś za 61 zł na aukcji internetowej. Na obiektywie nakręcił sowiecki filtr pomarańczowy o średnicy 52 mm. Szkła wpuszczała do wnętrza korpusu światło, które padało na emulsyjną powierzchnię błony fotograficznej Rollei Superpan 200. Owa błona została dość szybko, bo po kilku dniach wymoczona w kisielu HC-110 rozmieszanym z wodą w proporcji 1:63.
Po pewnym czasie powstała całkiem udana - jak mi się subiektywnie wydaje - seria odbitek 27 x 40 cm, odbijanych z pełnej klatki bez jakiegokolwiek kadrowania. Papier to dość kapryśna czeska Foma 132 moczona w domowej roboty ORWO 70.
Bardzo rzadko zdarza mi się, abym z jednego negatywu 135 mógł/chciał odbić więcej niż kilka ujęć. Tutaj było ich kilkanaście. Nawet niektóre Panie po obejrzeniu gotowych fotogramów poczuły pożądanie, tak więc za jakiś czas nastąpi spełnienie i zdjęcia przejdą w dobre ręce.



czwartek, 2 maja 2019

Widoki Motławy 14 kwietnia 2019.

Motyw, który jest niezmienny od 400 lat w ogólności, zaś zmienny stale od zawsze, z naciskiem na kilka ostatnich lat.
Zabawne jest na przykład porównanie panów łowiących ryby sprzed 80 lat i obecnie. Sama czynność nie ulega zmianie, ale cała reszta tak i owszem.
Tym razem tradycja i konserwa na całego: Nikon F3 z Nikkorem AI 2/50 oraz z pomarańczowym filtrem. Film to Ilford Pan 400 wołany w HC-110 1:63. Za jakiś czas przejdę na X-Tola, bo podobno lepiej wykorzystuje czułość materiału.


poniedziałek, 26 listopada 2018

Widoki Motławy, 29.04.2018

Wyszło słońce, aż chce się robić zdjęcia, albo nawet tylko ich reprodukcje. Jakiś czas temu odbiłem kilka podwójnie naświetlonych klatek na czeskim papierze Fomatone MG 132, który w licie daje piękne kolory, ale jako że jest to proces wielce kapryśny, to należy bardzo uważać przy doborze wywoływacza oraz przy ustalaniu jego proporcji a także temperatury.
    Ponieważ wywoływacz konfekcjonowany sprawia, że na odbitce po mniej więcej 6 minucie wołania zaczynają pojawiać się plamy z jasnymi obwódkami, użyłem złożonego przez siebie wywoływacza wysoce kontrastowego ORWO 70 wg receptury z książki M. Ilińskiego "Materiały fotograficzne czarnobiałe" z 1976 r. Tutaj (zazwyczaj) nie mam problemu z plamami, natomiast nie zawsze barwy na gotowej odbitce są takie, jakich bym sobie życzył.
    Przeszło pół roku temu pojechaliśmy z Asią do Gdańska, gdzie naświetliłem kilkanaście klatek na mocno przeterminowanym Kodaku T-Max 400 (09/1999). Całkiem ładnie wywołał się w kodakowskim HC-110, ale odbitki wyszły mi nieco za zielonkawe, jak na mój gust.
    Dlatego odbieliłem je i wywołałem ponownie, tym razem w mocno rozcieńczonym litowym wywoływaczu Moersch Easy Lith. Zazwyczaj pomaga to uzyskać fajne efekty kolorystyczne, tak było i tym razem.
    Zamiast ciepłych i lekko przytłumionych zieleni w stylu retro - notabene całkiem przyjemnych dla oka - uzyskałem dość zróżnicowaną jak na czarnobiały papier paletę barw. Brunatno-fioletowe cienie, różowawe światła, zaś dla urozmaicenia w najgłębszych cieniach wystąpiły zabarwienia o ceglasto-pomarańczowym odcieniu, co moim zdaniem dość silnie ożywia obraz. Mam więc dwie zupełnie różne odbitki, co wynika z ich pierwotnej gęstości - ciemniejsza była lekko przewołana za pierwszym razem. Druga była z kolei zbyt jasna, ale po ponownej obróbce pojawiły się barwy, które wreszcie mnie satysfakcjonują.
Widoki Motławy 29 kwietnia 2018. Nikon F3, Nikkor 2/50 z filtrem pomarańczowym.

Widoki Motławy II, 29.04.2018.

czwartek, 15 listopada 2018

Widoki Motławy lato 2018.

Co sprawia mi wielką przyjemność oprócz tego, co - wiadomo - najbardziej faceta kręci? Stary Nikon, równie stary przeterminowany film oraz pożółkły se starości papier fotograficzny. Wbrew utartym poglądom żadna z tych rzeczy nie nadaje się ani na złom, ani do śmietnika.
   Aparat działa całkiem sprawnie, film daje się wywołać, zaś papier należy dobrze wymoczyć w wywoływaczu litowym. Należy tylko uważać, by go nie przewołać, bo odbitka będzie za ciemna.
   Do serii "Widoków Motławy" dorobiłem kolejną odbitkę litową. Światło i chmury piękne były, podwójna ekspozycja też wyszła tak, jak trzeba. Kamera to Nikon F3 z ok. 1990 roku, film Kodak T-Max 400 z 1999, zaś papier to ORWO BN 111 - na opakowaniu nie było nalepki z datą ani numerem partii, lecz zakładam, że to późny PRL, jako że opakowanie było Fotony z Bydgoszcza, tfu, z Bydgoszczy, z adnotacją, że film z NRD u nas konfekcjonowany. Tyle jeszcze dało się odczytać.

sobota, 10 listopada 2018

Zamki różne, czyli lato średniowiecza.

Po dłuższej klepaninie okazuje się, że wykonane odbitki zaczynają układać się w cykle. Być może wynika to z podświadomie/nieświadomie autystycznej postawy autora, mającego tendencje do porządkowania świata i układania go w rządki/serie, a może to motywy same proszą się, by je usystematyzować i tworzyć opowieści mniej lub bardziej zrozumiałej treści.
    Inspiracja to luźne nawiązanie do popularnej niegdyś książki Holendra Johanna Huizingi "Jesień średniowiecza". Dla mnie wieki średnie to cudowny okres, niezmiernie zróżnicowany, stanowiący punkt wyjścia dla obecnej tradycyjnie rozumianej kultury i sposobu myślenia. W porównaniu z bogactwem wieków średnich, których spojrzenia kierowały się w górę poza świat materialny, renesans, barok czy klasycyzm to tylko krótkie epizody, charakteryzujące się nagromadzeniem konfliktów i chaosu. Średniowieczne spojrzenie wykracza znacznie dalej niż prostackie twierdzenie, że człowiek jest miarą wszystkich rzeczy.
    Z drugiej strony to obawa przed zagrożeniami życia codziennego, nieco tylko umniejszana przez grube mury wszelkiego rodzaju budowli warownych.
    Tak więc z jednej strony fotografuję i składam - dążąc do syntezy - strzelisty gotyk i wieże pnące się ku niebu, zaś z drugiej strony przedstawiam obawy średniowiecznego człowieka, który schowany za grubymi murami z drżeniem serca zasypiał mając nadzieję, że doczeka kolejnego wschodu słońca.
Zamek w Będzinie. Jak i na pozostałych zdjęciach, używałem Nikona F3 z Nikkorem 2/50 i filtrem konwersyjnym do B&W - tutaj żółtym 1,4x. Odbitka litowa na papierze Fomatone MG 132, wywoływacz ORWO 70 własnej roboty wg Ilińskiego (1976).

Będzin. Nieco wyższa temperatura wywoływacza przyspieszyła czas wołania, ale też wpłynęła na ochłodzenie kolorów w światłach.

Budziszyn, znany też jako Bautzen. Zmęczony i stary wywoływacz ORWO 70 wpłynął na nierówne wywoływanie się najgłębszych cieni. Ale klimat jest.

Popadający w ruinę renesansowy zamek w Ratnie na Dolnym Śląsku. Papier to archiwalny ORWO BN 111 w firmowym wywoływaczu Moersch Easy Lith.


środa, 18 kwietnia 2018

Litowa Motława. Widoki pokazane w Gorzowie Wlkp.

Jakiś czas temu wykonałem przelew, po czym wysłałem nieco zdjęć na XXXIX Konfrontacje Fotograficzne w Gorzowie Wielkopolskim. Ku radości mej na wystawę pokonkursową załapało się 6 fotografii litowych, jeden cykl niegrzeczny ("Uwięziona 1-3"), zaś drugi mocno poprawny obyczajowo ("Widoki Motławy I, 1-3").
Wernisaż wystawy w dniu 11 maja 2018 w tamtejszej WiMBP im. Zbigniewa Herberta na ul. Sikorskiego 107.
Natomiast tego samego dnia w Małej Galerii GTF (dla niezorientowanych - chodzi tym razem o Gorzowskie Towarzystwo Fotograficzne) na ul. Chrobrego 4 o 16.00 nastąpi otwarcie wystawy "Buntownicy i Marzyciele", gdzie powinny też być moje dwie fotografie, wcześniej pokazane w Poznaniu i w Kaliszu.
"Widoki Motławy" w wydaniu litowym, podwójnie ekspozycyjnym zacząłem robić dopiero w tym roku, nie rezygnując jednak z dokumentowania zmian zachodzących wokoło kanału na różnych nośnikach, szczególnie na czarnobiałej taśmie kinematograficznej, zwanej niekiedy filmem małoobrazkowym.
Część odbitek wykonałem na papierze Foma 123 BO, zasadniczo przeznaczonym do bromoleju. Jest jednak jak zwykle - jak coś mi się zaczyna podobać albo gdy dobrze pracuje, to przestają to produkować. Tak samo jest i z tym papierem. Zostały mi jeszcze dwa opakowania po 10 arkuszy, więc niezbyt wiele.
Wszystkie zdjęcia wykonane czcigodnym Nikonem F3 z jeszcze bardziej zasłużonym Nikkorem 2/50. Przeterminowany negatyw Polypan 50 wołany w Kodaku HC-110. Odbitki we własnoręcznie składanym ORWO 70 wg M. Ilińskiego.




poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Kula to kształt idealny

Zdaje się, że to Arystoteles albo któryś z jego kolegów po fachu doszedł, że kula to kształt idealny. Fotograficznie kulę można ładnie całkiem wkomponować w kwadrat, chociaż prostokąt też od biedy ujdzie.
     Tak sobie próbuję rozpracować to fotograficznie od ponad dekady, z wynikiem raz lepszym, raz gorszym. Zależy to od tak wielu przecież czynników: chwilowego samopoczucia, tego, czy dzień deszczowy i ponury czy słoneczny, ilu ludzi pęta się bez potrzeby w pobliżu, wkurzając mnie niepomiernie, czy aparat się nie zacina i rusza dopiero po obdarzeniu go dobrym słowem, potem trzeba wywołać z odpowiednim kontrastem, byle nie za wielkim, wreszcie nadchodzi chwila wytchnienia, gdy można sobie popatrzeć w kuwetę, w której po kilku (optymistycznie) lub kilkunastu (standard) minutach zaczynają pojawiać się pierwsze zarysy obrazu.
     Następnie suszenie barytowej odbitki, która złośliwie fałduje się, wtedy wymoczyć cholerę, dać jej podeschnąć, i jeszcze raz pod prasę, może tym razem będzie dobrze.
     Na koniec oględziny przy świetle dziennym, i decyzja ostateczna: zostawić, czy odbielić i pomoczyć w mocno rozcieńczonym licie, by powychodziły ceglaste barwy.
     Wystawa to ukoronowanie tych wszystkich manipulacji, peregrynacji, obserwacji, dobrych życzeń pod adresem Fomy, bo zmieniła dostawcę żelatyny i na odbitkach pojawiać się zaczęły plamki w trakcie wywoływania. Ale na wszystko jest sposób - ja zacząłem składać swoje wywoływacze i pomogło. Jak na razie walka z materią wygrana, ciekawe, co będzie dalej.
Gdańsk, ul. Mariacka 2016. Mamiya C330f z ob. 2,8/80. Rollei RPX 100, papier Foma 132 (nowy, wychodzą plamy w wywoływaczu fabrycznym, w moim ich nie ma). Odbielanie, 2-gie wołanie w bardzo rzadkim licie. Lepiej.

Gdansk, ul. Mariacka 2012. Mamiya C3 + 2,8/80. Fuji Neopan 400, papier Foma 132 (stara produkcja).

Gdańsk, ul. Mariacka 2012. Nikon F3 z Nikkorem 2/50. Polypan 50, Foma 132 (stara produkcja).

Girona 2008. Rolleiflex Automat, Fuji Neopan 400. Papier Forte PW 17 (koniec produkcji ok. 2006 r.).

niedziela, 1 kwietnia 2018

The Holy Cities. 2nd pass lith

Kolejne próby odejścia od codzienności, próba stworzenia nowego wymiaru na barytowym papierze do mokrej roboty. Stary aparat, jeszcze starszy obiektyw, przeterminowane filmy, tylko papier świeży. Wywoływacz własnej roboty.
The Holy Cities. Gdańsk.

The Holy Cities. Poznań.

The Holy Cities. Wyszehrad.

czwartek, 29 marca 2018

Analogowo. Będzin 21.03.2018.

Leica IIIf, Summitar 2/50. Kodak CN400BW.

Leica IIIf, Summitar 2/50. f = 8,0, t = 1/500 s. Kodak CN400BW.

Leica IIIf, Summitar 2/50. f = 8,0, t = 1/500 s. Kodak CN400BW.

Nikon F3, Nikkor 2/50. Fuji Neopan 400 w HC-110 1:63.

czwartek, 15 lutego 2018

Peregrynacje. The Holy Cities - Poznań. Sierpień 2017.

W fotografii litowej odpowiada i pasuje mi mocno nie tylko efekt piktorialny, zresztą nie zawsze w niej występujący. Poza tym - co złego jest w piktorializmie? Wydaje mi się, że najwyższy czas przestać potępiać go w czambuł, zamiast tego można powrócić do miłych oku efektów plastycznych, niewiele mających wspólnego z precyzją rysowania właściwą obiektywom wysokiej klasy.

A może nie podoba się kolorystyka? Ciepłe - żółte, łososiowe, niekiedy pomarańczowe światła i brunatne lub zielonobrunatne cienie. Do tego dziwna tonalność, kontrast świateł i cieni, pewna nieprzewidywalność, możliwość kombinacji chemicznych oraz różnych papierów, niekiedy bardzo starych, znalezionych na strychu czy w piwnicy, z których poza litem nic nie wychodzi.

Tym razem tylko jedno zdjęcie, na kapryśnym papierze Fomy, starym aparatem zdjęta wędrówka od poznańskiego rynku przez jakąś boczną ulicę zakończoną dwuwieżowym kościołem, za nim skręciliśmy w prawy, placyk, skwerek, park i ulica pod górę, na jej końcu za rogiem apartamentowiec z pokojem, w którym można było zaparzyć kawę.

Poczwórna ekspozycja pozwoliła zawrzeć w sobie ponad dwa kilometry spaceru. Mała klatka objęła sporą przestrzeń i wiele wrażeń pochodzących ze zgiełku ulicznego, świateł, pasów dla pieszych, odwiedzanych po drodze kilku antykwariatów; w jednym kupiłem starą filiżankę ze spodeczkiem. Dobrze pije się z niej zieloną herbatę.


poniedziałek, 1 stycznia 2018

Wycisnąć do granic.

Jakiś czas temu od kolegi dostałem 1,5 paczki przeterminowanego papieru produkcji byłego NRD. ORWO BN 111 był też konfekcjonowany w Polsce, pakowano go w przaśne koperty i sprzedawano pod własną nazwą, ale z zachowaniem oryginalnego oznaczenia "BN" lub "BH" (zapewne skrót od baryta normal albo baryta hart) i dopiskiem, że materiał jest konfekcjonowany w Polsce oraz produkcji NRD.
Oczywiście papier ten niezbyt nadaje się do normalnego odbijania, jako że siadły mu odbielacze optyczne, i w światłach wychodzą po prostu różne odcienie szarości. Cienie są OK.
Natomiast papier cudnie wywołuje się w licie, szczególnie dobrze w zestawianych przez mnie samodzielnie ID-13 lub ORWO 70 - ten ostatni to 10 g bromku potasu więcej w roztworze A. Moim zdaniem ten ostatni wywoływacz pracuje lepiej niż wszystko, z czym miałem do tej pory do czynienia.

Jakiś czas temu wybrałem się do Gdańska, i wyklepałem całą rolkę mocno przeterminowanego Polypana 50 przy użyciu silnie powycieranego Nikona F3 oraz Nikkora 2/50 kupionego niegdyś za 61 zł. Na Nikkorze siedział sowiecki filtr jasnożółty o krotności 1,5.

Potem uzbroiłem się w cierpliwość i zasiadłem przy powiększalniku. W ciemni mam stołek, bo odbitki mają zwyczaj wołać się od kilku do kilkunastu minut. Cały czas dopracowuję proces. Najprościej jest rozrabiać nowy wywoływacz do każdej dużej odbitki, gdyż bardzo szybko wypracowuje się - w ciągu tych minut zmienia swój kolor z jasnosłomkowego na brązowy. Koszta są jednak prawie żadne, odczynniki nie kosztują wiele, więc mogę sobie pozwolić na taką zabawę.



środa, 27 grudnia 2017

Nieco luźnych dywagacji o sztuce litu.

Coraz mniej interesuje mnie dokumentowanie rzeczywistości, mimo wielu wspaniałych fotografii, których zrobiono już miliony, a jeszcze więcej zapewne powstanie. Zapewne wynika to z podświadomego dążenia do bycia oryginalnym - inna sprawa, czy zamiar taki się udaje.
Zdaje mi się, że moje fotografie są rozpoznawalne, a to już połowa sukcesu.

Co pewien czas staram się przejść kolejny etap w mojej fotograficznej peregrynacji. Jakiś czas temu wpadłem na pomysł, by zacząć odchodzić od kupowanej chemii, a zamiast tego zacząć bawić się w samodzielne jej składanie. Na pierwszy ogień poszły wywoływacze litowe, jako że sieci i w dawniejszej literaturze można znaleźć sporo sprawdzonych przepisów. Zwłaszcza jeden wywoływacz znalazł moje uznanie - starożytna ilfordowska receptura ID-13, w skład której wchodzą cztery odczynniki, powszechnie dostępne w sprzedaży wysyłkowej; cena również odgrywa tutaj rolę. Potem zacząłem lekko modyfikować proporcję, otrzymując nieco inne odcienie świateł (ORWO 70 z większą ilością bromku potasu).

Teraz dysponuję więc chemią kupowaną (jeszcze) oraz składaną samodzielnie. Można to ze sobą mieszać w różnych proporcjach, co inspiruje do dalszych poszukiwań. Jedyne, czego brakuje, to czas.
Ul. Mariacka. Podwójna ekspozycja na nowym papierze Fomatone MG 132. 1 wołanie w samoróbce ID-13, następnie odbielanie, ponowne wołanie w fabrycznym Moersch Easy lith z dodatkiem ORWO 70.

Katedra w Oliwie. Podwójna ekspozycja na Fomatone MG 132 produkcji sprzed 2009, która była lepsza jakościowo dla litowników. Odbielanie, ponowne wołanie w mieszaninie jak wyżej. Bardzo silnie raduje mnie uzyskana wielobarwność, a zwłaszcza ceglaste cienie na papierze z definicji monochromatycznym.

niedziela, 26 listopada 2017

Radość z odzyskanego śmietnika.....

Moje zdjęcia nie mają nic wspólnego z twórczością Kadena-Bandrowskiego, lecz w pewnym sensie coś w tym jest - przeterminowany o ponad dekadę papier AGFA MCP 310 okazał się wyśmienicie pracować w zrobionym niecałe dwa tygodnie temu wywoływaczu litowym ID-13.

Również przeterminowany i od dawna nie produkowany film POLYPAN 50 pięknie woła się w mającym prawie 20 lat kodakowskim HC-110. Wolę go od agfowskiego Rodinala, gdyż daje mniejsze ziarno, i potrafi więcej wyciągnąć z emulsji. Robiliśmy kiedyś testy z kolegą Piotrem Zabłockim, i okazało się, że ten sam motyw na takich samych negatywach jest nieco mniej ziarnisty i posiada więcej szczegółów po wywołaniu w Kodaku.

Niestety, zawartość litrowej flachy zbliża się powoli do końca, i tutaj pojawia się dylemat: kupić nową, czy złożyć coś samemu? Przepisów na dobre wywoływacze jest w starej literaturze i w sieci wielkie mnóstwo, ale mam jeszcze trochę czasu, zanim w butelce nie dojrzę dna. A może pójść śladem mistrza Bułhaka (swoją drogą, konserwatysta był z niego potworny, zatrzymał rozwój polskiej fotografii artystycznej o dobre kilkadziesiąt lat swoim autorytetem i niedopuszczaniem do głosu innych - za wyjątkiem piktorialistów rzecz jasna), i zestawić sobie wywoływacz pirogalusowy? Tylko że podobno brudzi niesamowicie. Może D-76 albo polski Hydrofen? Zobaczymy.

Na razie cieszę się brązami na litowych odbitkach. Szkoda tylko, że nie mam już dużego formatu, został mi tylko 24 x 30 cm. Od biedy też można pokazać na wystawie.







piątek, 28 lipca 2017

Litu litu. Był czarny czarny las...

Aach, jakie powykręcane te korzenie. Wiją się niczym macki potwora z najgorszych snów dziecka w kołysce, kiedy babcia kołysząca też pójdzie spać i zostawi samego. A może zamiast tego będzie goniła ziejąca ogniem lokomotywa, za wszelką cenę pragnąca wciągnąć w głąb rozgrzanego brzucha, co bucha.
Nie wiem, co gorsze. Ale korzenne macki sfotografowałem, w licie podkreśliłem, jest straszno, to znaczy dobrze.