Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poznań. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poznań. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 grudnia 2021

Chwalipięta... c.d. "Źródła" w Wągrowcu.

 No i fajnie, w zbiorach mam kolejny ładny katalog z wydrukowanymi moimi zdjęciami. Dochodzę do wniosku, że powinienem zmienić sposób opisywania odbitek litowych, jako że dotychczasowy wywołuje (nomen omen) pewne niezrozumienia. Albo ja nie rozumiem intencji. 

Tak czy owak, w katalogu pokonkursowym (ogromnie cieszę się z wyróżnienia oraz ekspozycji na wystawie) na dwóch lekko erotyzujących wizerunkach femme fatale napisano, że negatyw jest z 1985 r. Owszem w tym roku wyprodukowano używaną przeze mnie błonę kinematograficzną ORWO NP7, jednak naświetliłem ją dopiero w tym roku - bodajże na wiosnę, wywołałem w D-23, który sam sobie złożyłem - żadna sztuka, wystarczą dwa składniki oraz dokładna waga - po czym zrobiłem odbitki na papierze AGFA MCP 310 RC z połowy lat 80-tych XX wieku. 

Ale to w gruncie rzeczy nieważne; czepiam się mając historyczne skrzywienie niedoszłego archiwisty. Ważne, że zdjęcia zostały zauważone, wyróżnione, oraz że sobie wiszą. Następnym razem zrobię chyba cyjanotypie albo odbitki solne. Zobaczymy.


Jury ogląda moje odbitki, więc zreprodukowałem zdjęcie z katalogu.

Zdjęcia w katalogu, ale wisi więcej.

Mam szczęście do Poznania - kiedyś udział w wystawie, a tutaj wielokrotne ekspozycje wykonane w trakcie spaceru po wernisażu "Śladami Mistrzów".

Miałem przyjemność zostać zawieszonym w dobrym towarzystwie obok prac Bogusława Biegowskiego. Może kiedyś dojdzie do jamu litowego?


środa, 4 listopada 2020

Poznań w październiku 2020 czyli wartość dodana.

 Ostatnimi czasy - trudne są, przygnębiające, ale walka trwa i nasze będzie kiedyś na wierzchu - bawię się starymi, lekko stęchłymi materiałami nieistniejącego już bydgoskiego Fotonu. Wyjazd do Poznania w związku z wystawą oraz wernisażem "Śladami Mistrzów" był okazją nie tylko do świętowania, ale też do wykonania kilkunastu zdjęć, które nadają się do odbicia oraz pokazania światu. Kilkudziesięcioletnie papiery FOTONBROM całkiem dobrze wywołują się w domowej roboty ORWO 70, a jako że dzięki Sławkowi Fiebigowi oraz Mirkowi Węsiorze mam ich całkiem sporo, to z optymizmem patrzę w przyszłość - przynajmniej tę najbliższą.

Gdybym wywołał te papiery w zwykłym wywoływaczu do papierów czarno-białych, to otrzymałbym szarawe w światłach płachty bez kontrastu. Wywoływacz litowy do błon graficznych, mocno rozcieńczony, pozwala na uzyskanie praktycznie białych świateł, zaś cienie reguluję czasem obróbki w ciepłej zupie ( ok. 34-35 st. C).

Dodatkowo na ciemniejszych partiach i w półtonach zaczyna występować miła dla oka grafizacja - obraz składa się z malusieńkich ciemnych kropek. Wartością dodaną - przynajmniej dla mnie - jest zażółcenie papieru oraz przypadkowe skazy emulsji będące efektem wieloletniego przechowywania w różnych miejscach, najczęściej w temperaturze pomieszczenia.

Podwójna ekspozycja pozwala na oderwanie się od rzeczywistości, jej indywidualną interepretację, nałożone na siebie obrazy co rusz pozwalają na odnajdywanie częściowo ukrytych elementów, co za każdym razem zmienia wydźwięk uchwyconych ze statywu scen.

Po trzech latach wróciłem do Poznania, tym razem widząc go przez kwadratowy wizjer starej Mamiyi.





sobota, 24 października 2020

"Śladami Mistrzów" w Poznaniu 15-31.10.2020.

 No i pojechaliśmy sobie do Poznania. Tradycyjnie już byłem pod dużym i wielce pozytywnym wrażeniem sprawnej i bardzo inspirującej organizacji wielu imprez, które do końca października będą odbywały się w całej Wielkopolsce. Z różnych przyczyn - głównie czasowych, ale też i fizycznych - wzięliśmy udział w wernisażu wystawy głównej w Galerii u Jezuitów na Dominikańskiej 8 we czwartek oraz w wernisażu wystawy poznańskiego oddziału ZPAF na Jeżycach. Poza tym miałem okazję - dzięki uprzejmości Bogusława Biegowskiego - powiedzieć kilka słów na oprowadzaniu kuratorskim po śladach Mistrzów w najbliższą po wernisażu czwartkowym sobotę.

Poznaliśmy też kilku fajnych i kreatywnych ludzi. Jednak to, co mnie najbardziej uderzyło - a w Trójmieście to rzecz raczej niespotykana - to fakt, że nikt nie wchodził mi w kadr w czasie, gdy przymierzałem się ze statywem do kolejnego motywu. Nieważne - starsi państwo, zakonnica w habicie, dzieci czy młodzi ludzie, zwykli przechodnie na ulicy - wszyscy przechodzili mi za plecami. Last but no least - jestem pod dużym wrażeniem tego, że środowisko wielkopolskie po raz kolejny pozwoliło mi pokazać się u siebie. Różnica też jest taka, że w Poznaniu miasto pomaga, zaś w Gdańsku tylko nie przeszkadza.

Wreszcie szok poznawczy - w trakcie ustawiania sprzętu na poznańskim rynku podeszła do mnie para młodych ludzi, którzy bardzo grzecznie zapytali, którym modelem Mamiyi TLR robię zdjęcia - spora różnica między nimi, a masą zdejmującą rzeczywistość szerokokątnymi komórkami. 

Do robienia zdjęć użyłem Mamiyi C330 (prezent od Hansa D.) z założonym japońskim klonem legendarnego Heliara (Voigtlaender 1903, jeżeli się nie mylę), który jest fenomenalnie ostry i ma piękne rozmycie tła. Błona to Foma 400 wołana w HC-110, co stało się moim ulubionym zestawem. Jednakże Boguś Biegowski namawia mnie na wywoływacz pyrogalusowy, który wyciągać ma wszystko, co emulsja zarejestruje po uderzeniu światłem wpadającym przez obiektyw. Zobaczymy, może sobie złożę. Na razie rozpocząłem cykl litowy na starych vintage'owych papierach z bydgoskiego Fotonu (od Sławka Fiebiga oraz Mirka Węsiory), o czym zapewne napiszę w kolejnym poście.

Wernisaż w Galerii u Jezuitów 15 października 2020. Słupek z moich 14 odbitek litowych z cyklu "Widoki Motławy".

Tak to wyglądało w poznańskim Małym ZOO, i nie tylko tam. Fot. Asia Fleks.


Poznański zamek z postaciami matematycznej poznańskiej trójki w centrum - to ci od złamania szyfru Enigmy - wieczna im za to chwała!



Znak czasu - nie żebym popierał takie zestawienie idei, ale samo złożenie tego z logiem banku wydało mi się dość znamienne.
 


czwartek, 17 września 2020

Odbitki litowe i nie tylko o nie tutaj chodzi. "Śladami Mistrzów" w Poznaniu od 15 października.

Zawsze - mimo idiotycznych przesądów od zawsze wpajanych mi przez babcię i rodzicielkę - uważałem, że nie należy być przesadnie skromnym, tylko w miarę asertywnym, zwłaszcza jeżeli chodzi o własne dokonania na polu sztuki, np. fotograficznej. Nie tak dawno temu zdobyłem wyróżnienie w Gorzowie Wielkopolskim na tamtejszych "Konfrontacjach", co ucieszyło mnie również dlatego, że pieniądze z nagrody mogłem z czystym sumieniem przeznaczyć na zakup mojego ulubionego papieru fotograficznego Fomatone MG 132, który całkiem ładnie woła się w licie.

Starczyło też na opłacenie kolejnych konkursów. Jako że dodatkowo w połowie października wybieramy się na poznańską wystawę "Śladami Mistrzów", to tym bardziej się cieszę. Swoją drogą, wystawa ta przysporzyła mi nieco zszarganych nerwów i pewną ilość kolejnych siwych włosów, jako że paczka zawierająca 14 wysoce artystycznych, niepowtarzalnych i jedynych w swoim rodzaju przecudnej urody barytowych fotogramów, na dodatek własnoręcznie przeze w passe-partout oprawionych, zaginęła na terminalu przeładunkowym w Komornikach pod Poznaniem. Po pewnej ilości telefonów i reklamacjach paczka się odnalazła, i nawet trafiła do miejsca przeznaczenia. Priorytet wędrował/leżakował sobie przez dwa tygodnie, a ja zastanawiałem się, jak najszybciej zreprodukować utracone dzieła. Na szczęście ten etap już jest za mną.

A teraz dusza ma raduje się na myśl, że pojedziemy z Asią do Poznania i spotkamy się z fajnymi ludźmi. Naprawdę jestem pod wrażeniem ogromu inicjatyw mających miejsce w Wielkopolsce. 

Poniżej plakat wystawowy i moje zdjęcia, które może znajdą się w katalogu. Na samym dole czcigodne Jury z Gorzowa Wlkp. ze zdjęciami memi u stóp swych. Fajne mają tam wnętrze.









środa, 28 lutego 2018

Zabawy formalne.

Mimo tego, że dość często zdarza mi się dokumentować rzeczywistość, to jednak od kilku/nastu już lat najwięcej radości przynoszą mi zabawy z formą. Dotyczy to przede wszystkim możliwości kreacji zupełnie nowego kształtu na błonie, zaś później na papierze fotograficznym, co dodatkowo wzmacniam stosując mniej typowe techniki ciemniowe, z moczeniem w litowym wywoływaczu w pierwszej kolejności.
Moje podstawowe narzędzia pracy to dwie stare lustrzanki Nikona - F3 i FM2, oraz aparaty średnioformatowe, jednak koniecznie z opcją wielokrotnej ekspozycji (Rolleiflex, Start, Lubitel lub Mamiya C3 lub C330f).
Materiał światłoczuły taki, jaki jest akuratnie pod ręką, bo i tak trzeba go przecież wywołać w sposób jedynie słuszny.
Poniżej dwa nieco odmienne sposoby podejścia do tematu - za każdym razem jeden budynek, tylko inaczej traktowany. Może go zdefokusować i nałożyć na siebie, lub spróbować potraktować z nieco innego kąta.
W obydwu wypadkach ten sam papier - kilkudziesięcioletni ORWO BH 111 (wezmę każdą ilość, jak kto ma!). Lit składany w ciemni, odmierzany na wadze dilerskiej (dokładność od 0,1 do 100 g).

Cykl "The Holy Cities", zdjęcia z tego samego roku A.D. 2017.



czwartek, 15 lutego 2018

Peregrynacje. The Holy Cities - Poznań. Sierpień 2017.

W fotografii litowej odpowiada i pasuje mi mocno nie tylko efekt piktorialny, zresztą nie zawsze w niej występujący. Poza tym - co złego jest w piktorializmie? Wydaje mi się, że najwyższy czas przestać potępiać go w czambuł, zamiast tego można powrócić do miłych oku efektów plastycznych, niewiele mających wspólnego z precyzją rysowania właściwą obiektywom wysokiej klasy.

A może nie podoba się kolorystyka? Ciepłe - żółte, łososiowe, niekiedy pomarańczowe światła i brunatne lub zielonobrunatne cienie. Do tego dziwna tonalność, kontrast świateł i cieni, pewna nieprzewidywalność, możliwość kombinacji chemicznych oraz różnych papierów, niekiedy bardzo starych, znalezionych na strychu czy w piwnicy, z których poza litem nic nie wychodzi.

Tym razem tylko jedno zdjęcie, na kapryśnym papierze Fomy, starym aparatem zdjęta wędrówka od poznańskiego rynku przez jakąś boczną ulicę zakończoną dwuwieżowym kościołem, za nim skręciliśmy w prawy, placyk, skwerek, park i ulica pod górę, na jej końcu za rogiem apartamentowiec z pokojem, w którym można było zaparzyć kawę.

Poczwórna ekspozycja pozwoliła zawrzeć w sobie ponad dwa kilometry spaceru. Mała klatka objęła sporą przestrzeń i wiele wrażeń pochodzących ze zgiełku ulicznego, świateł, pasów dla pieszych, odwiedzanych po drodze kilku antykwariatów; w jednym kupiłem starą filiżankę ze spodeczkiem. Dobrze pije się z niej zieloną herbatę.


sobota, 10 lutego 2018

Niespodziewana wystawa w Rybniku. Marzec 2018

Odnoszę wrażenie, że pewne zdarzenia pociągają za sobą lawinę nowych okoliczności, inaczej nazywa się to "prawem serii".
Po wysłaniu i pokazaniu dwóch fotogramów na wystawie "Buntownicy i Marzyciele" w Poznaniu w październiku ubiegłego roku okazuje się, że kolejna odsłona tej ekspozycji będzie miała miejsce w marcu tego roku w Kaliszu.
Prócz tego poznani w Poznaniu ( :) ) Koledzy sprawili, że będę miał wystawę indywidualną moich prac litowych w Domu Kultury w Wągrowcu w kwietniu (dzięki Bogusławowi Biegańskiemu i Lechowi Szymanowskiemu).
Wreszcie zupełnie niespodziewanie odezwał się Teatr Ziemi Rybnickiej (dzięki Krzysztofowi Łapce), gdzie w marcu pokażę swoje zdjęcia marynistyczne (1 marca - 4 kwietnia 2018; wernisaż 23 marca przy okazji rozpoczęcia festiwalu JachtFilm). Można powiedzieć, że jest to już historia, bo od pewnego czasu nie mam okazji, by takie zdjęcia kontynuować, poza tym teraz stosuję zupełnie inne techniki.
Tak więc jest to już swoista retrospekcja tego, co wygenerowałem w okresie od 1989 do lipca 2009, kiedy to ostatni raz znalazłem się na morzu, płynąc w regatach tallshipów z Gdyni do Sankt Petersburga i do Tallinna.
Dosyć krótko bawiłem się tonowaniem selektywnym odbitek czarnobiałych, traktując je jako punkt wyjścia do dalszej obróbki bardziej przypominającej malarstwo niż tradycyjną fotografię. Teraz z przyjemnością odkurzyłem te prace i cieszę się, że ktoś je znowu obejrzy. Będzie też nieco litów, reszta to odbitki mocno tradycyjne. Tylko kilka zdjęć zostało odbitych w labie, nawet kolory są w większości spod powiększalnika.
Regaty starych drewnianych żaglowców wokół Fionii, Dania. Lipiec 1992. Tonowanie selektywne.

j.w.

Port rybacki na Bornholmie, lipiec 2005. Tonowanie selektywne.

j.w.

Start do Tall Ship Races, Gdynia 2005. Odbitka litowa.

j.w.

Czas i miejsce j.w. Odbitka kolorowa spod domowego powiększalnika.

wtorek, 17 października 2017

"Buntownicy i Marzyciele" na poznańskich Jeżycach 16.10.2017.

Miałem ogromną przyjemność zawisnąć - aczkolwiek brzmi to nieco perwersyjnie i złowieszczo zarazem - w zacnym gronie na wystawie "Buntownicy i Marzyciele" na Jackowskiego 5-7 w Poznaniu.
Jest to pierwsza od dłuższego czasu pozatrójmiejska wystawa, w której biorę udział. Żałuję jedynie, że nie posłałem więcej zdjęć. Pokazałem jedynie dwie odbitki litowe z cyklu "The Holy Cities", przedstawiające syntetyczne spojrzenie na Pragę czeską.
Zawieszono je w fotoramach bez szyb, co pozwala nawiązać bliższy kontakt z pracami - mam jedynie nadzieję, że wyłącznie wzrokowy. Baryt będzie pracował przy zmieniającej się temperaturze i wilgotności powietrza, co sprawi, że odbitki z dnia na dzień będą podlegały pewnym niewielkim zmianom - ożyją na czas ich eksponowania.
Reprodukcja jednego ze zdjęć znalazła się w katalogu wystawy. Zamierzam teraz wykonać nowe odbitki, interepretując na nowo tonalność i kolorystykę. Fascynujące w procesie litowym jest to, że nigdy nie da się przewidzieć efektu końcowego, a różnice w temperaturze wołania, rozcieńczeniu roztworu wywoływacza, odmienność partii papieru sprawiają, że za każdym razem powstaje zupełnie inny fotogram.

Po wernisażu na kontynuacji spotkania w piwnicach znajdujących się pod salami wystawowymi zachwycaliśmy się sobą wzajemnie, wyrażając zarazem nadzieję, że wystawa stanie się za jakiś czas znana - są pomysły na jej dalszą peregrynację po Polsce - oraz że zostanie uznana za antymainstreamową pokazując, iż w fotografii artystycznej poza centralnym nurtem głównym też coś się dzieje.

Jakby nie było, nowe odbitki litowe już pod prasą się prostują! Najwyższy czas zamówić kolejne paczki papieru.

http://www.wbp.poznan.pl/fotografia/buntownicy-i-marzyciele/











piątek, 27 marca 2015

Muzeum Broni Pancernej w Poznaniu, 23 luty 2015.

Muzeum powstało dzięki entuzjastom, głównie majorowi Ogrodniczukowi. Dostęp jest utrudniony, ponieważ znajduje się ono na terenie koszar, ale wytrwałość bywa nagrodzona (niekiedy).
Poniżej kilka zdjęć przedstawiających rarytasy polskiej konstrukcji i produkcji.
Tankietka TKS z listopada 1935 roku. Zdobyta przez niemców, trafiła do Norwegii jako pojazd armii okupacyjnej. Po wojnie służyła jako ciągnik rolniczy, następnie przez kilkadziesiąt lat marniała pod gołym niebem. Odbudowana w Poznaniu z silnikiem od Żuka (konstrukcja z tej samej epoki, również wywodzi się od motoru Forda, który pierwotnie był montowany w tych pojazdach).


Replika samochodu pancernego wzór 1934. Reflektor jest oryginalny, jakiś czas temu dobudowano do niego samochód.

Na lewo od działa samobieżnego ZIS 76 polski ciągnik artyleryjski z lat 80-tych. W okresie układu warszawskiego mogliśmy samodzielnie konstruować tylko pojazdy techniczne. Zbudowano tylko 18 sztuk, jako że po tym, gdy okazało się, iż pojazd jest lepszy od tego, co umieli zbudować sowieciarze, dalszą produkcję wstrzymano. Jest to jedyny zachowany egzemplarz. Trudno go było sfotografować, bo jest obstawiony innymi pojazdami.