Pokazywanie postów oznaczonych etykietą analog. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą analog. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 listopada 2024

Bory Tucholskie. Symetria rozkładu.

Plener Gdańskiego Towarzystwa Fotograficznego uznaję za wielce udany - w stanie po zmieszaniu dwóch gatunków alkoholi poprzedniego wieczora wybrałem się 26.10.2024 wraz z silną grupą z GTF w Bory Tucholskie. Robiłem zdjęcia cyfrą, natomiast za ważniejsze uznaję to, co wyszło ze starej, właściwie to już silnie vintage Minolty SRT303b z podpiętym Rokkorem 2,8/28 oraz 3,5/135 mm. W puszce siedziały dwie zacne błony: co najmniej 15-letni Polypan F 50 naświetlany na 40 ASA oraz znacznie świeższy, bo mający tylko pięć lat po terminie Kodak TRI-X 400 naświetlany na 320 ASA.

Lekki ból głowy sprawił, że początkowo świat widziałem w dość ponurych barwach i pro forma klepałem kadry Nikonem D780, jednak po jakiejś pół godzinie zdolność postrzegania wróciła i z plecaka wyciągnąłem szacowny zabytek, działający jak szwajcar...., poprawka -  japoński zegarek. 

Naświetlone filmy to dwa zupełnie różne materiały, aczkolwiek obydwa wywołane w HC-110 1:63 dały bardzo przyzwoite efekty; w tym przypadku wolę jednak Kodaka, który przypadł mi do gustu bardzo równym, aczkolwiek sporym ziarnem, oraz pięknym oddaniem szczegółów w światłach i cieniach. Polypan F też wywołał się ładnie, acz nieco bardziej kontrastowo - w końcu to materiał niskoczuły; jest to film do reprodukcji, nie posiada chyba warstwy przeciwodblaskowej, stąd zaświetlenia na perforacji, gdzie dochodziło więcej światła przy kontrastowych motywach. 

Bory Tucholskie to park narodowy, gdzie działalność ludzka jest ograniczona do niezbędnego minimum. Zafascynowały mnie padające i gnijące w ściółce albo w wodzie endemicznego jeziora pnie drzew. Destrukcja powodowana przez działanie natury zawiera swoiste piękno, wzmocnione dodatkowo przypadkowo symetrycznymi układami kształtów oraz stanem lekkiego sponiewierania po zmieszaniu wina oraz whiskey.

Symetria rozkładu I. Kodak TRI-X 400 (naśw. 320 ASA), Minolta i Rokkor 2,8/28 mm, filtr OR 2,8 x.

Symetria rozkładu II. Polypan F 50 (naśw. 40 ASA), Minolta i obiektyw jak wyżej.

Wieloświat - Symetria rozkładu III. Podwójna ekspozycja, Polypan F, reszta j.w.

środa, 7 sierpnia 2024

Guma dwuchromianowa żółci dostała! Potem szkarłatem!! 7-9 sierpnia 2024.

7.08.2024. Słoneczko pięknie dzisiaj wstało, a że nie zasłoniły go chmury, to mogłem sobie posmarować pierwszą warstwę na czterech nowych arkuszach papieru akwarelowego.

Użyłem dwóch starych tubek z temperami Karmańskiego: nr 627 żółć indyjska oraz 629 lazur pomarańczowy. Na dwóch arkuszach położyłem żółć, na kolejnych zmieszałem ją z pomarańczą w proporcji mniej więcej 1 do 1. Naświetliłem mniej więcej przez 2,5 minuty między 14.30 a 15.00, potem położyłem warstwą światłoczułą dołem do letniej wody i poszedłem zjeść pyszny obiad, który zrobiła Asia. Był filet z pstrąga, zielona fasolka, mizeria z jogurtem i kiszona kapusta. Żadnych węglowodanów ani cukru.

Nabrawszy energii zacząłem proces wywoływania mechanicznego przy pomocy pędzli. Żółty był dość oporny, ale cierpliwość zwyciężyła; oranż wymywał się znacznie łatwiej.

Ciekawe, czy jutro też będzie takie ładne słoneczko, aczkolwiek UV padające przez chmury rozproszone też dobrze działa.

Poniżej początki nowych wersji "Widoków Motławy". Potem będą portrety i akty, ale muszę poprosić kolegę Igora o druk dużych negatywów.

9.08.2024. Teraz pada ale po południu na balkonie było tyle słońca, że uprzednio wziąwszy akwarelkę Renesanu nr 18. Scarlet Red, następnie ją pomalowawszy i naświetliwszy. Potem wymoczyli sień te bumagi, pędzlem potraktowawszy całkiem pozytywny/pozytywowy dwubarwny efekt uzyskawszy. Teraz wyjechawszy, może dystansu nabrawszy.

7.08.2024. Żółć i oranż Karmańskiego.

9.08.2024. Renesans 18. Scarlet Red na Karmańskiego położywszy.

7.08.2024. Tempera to Karmański 629 Lazur pomarańczowy. Papier A3 Daler Rowney 300 g.


9.08.2024.

7.08.2024. A4, Canson 360 g, tempera j.w., czerwona warstwa do powtórki, nie pokazuję.

7.08.2024. A3, Daler Rowney 300 g, Karmański 627 żółta indyjska.


9.08.2024.   
7.08.2024. A3 Canson 250 g; tempera 627 j.w.

9.08.2024. Lubię kwadratowe kompozycje.



środa, 16 listopada 2022

Łodzie z Roskilde 1991, czyli znowu trochę wspomnień.

 W dniu 9 grudnia 2022 o godz. 17.30 organizuję spotkanie kuratorskie w Bibliotece nr 6 na ul. Pilotów 3 w Gdańsku-Zaspie, gdzie pokazuję moją wystawę "Łodzie Roskilde" w nieco zmienionym układzie. Przede wszystkim dodałem kilka odbitek litowych, usuwając starsze czarno-białe, aczkolwiek nieco ich zostawiłem dla kontrastu.

Kiedy ostatnio przeglądałem i skanowałem negatywy z 1991 r., to uznałem - może nieskromnie - że biorąc pod uwagę okoliczności, wyszło nie najgorzej. Stypendium starczało mi na podstawowe wydatki, zaś z Polski przywiozłem nie tylko kilka starych aparatów, ale i sporo filmów. W piwnicy akademika znajdowała się ciemnia, do której bez większego problemu mogłem pożyczać klucze; jako że chemia już była, to nie pozostawało mi nic innego jak tylko wywoływać filmy małoobrazkowe oraz zwojowe błony, które zakładałem do Rolleiflexa T zakupionego w małym sklepie fotograficznym w Roskilde.

Jeden raz - a było to 21.06.1991 - wybrałem się do Muzeum Statków Wikińskich w Roskilde bez sprzętu, jako że byłem już praktycznie na wylocie do kraju, i chciałem się pożegnać z niezmiernie sympatycznym i pomocnym w zbieraniu wszelkich materiałów personelem. Okazało się, że na pokładzie "Roar Ege" - repliki wraka nr 3 ze Skuldelev - zwolniło się opłacone już wcześniej miejsce. Złapałem się za głowę, gdyż właśnie przepadła mi sposobność do zrobienia zdjęć na wodzie. Wtedy ktoś zaproponował mi pożyczenie Nikona F3 z założonym kolorem lub Konici Autoreflex T, do której mogłem dostać dwa czarnobiałe Kodaki T-Max 400. Wybrałem tę drugą opcję, i nie żałuję, gdyż dzięki temu cały czas mogę wracać do obróbki ciemniowej jednego z najlepszych produktów fotograficznych, jakie wymyślono.

I mimo tego, że na obiektywie nie było żadnego filtra, to emulsja i tak poradziła sobie z oddaniem pełnej skali tonalnej, pięknie podkreślając też chmury na niebie. Filmy wywołałem jeszcze tego samego wieczora. 

Następnego dnia pojechałem pociągiem do Svendborga na Fionii, gdzie znajomy nauczyciel Wolnej Szkoły Pedagogicznej, Karl Kristian Ægidius, zawiózł mnie do maleńkiej przystani, gdzie stała przycumowana długa łódź "Lindheim Sunds" - replika wraka nr 5 ze Skuldelev, zbudowana rękami uczniów tejże szkoły w 1987 r. Tam popracowała starusieńka i wyświechtana EXA 500 z całkiem niezłym Flektogonem 2,8/35 (pierwsza wersja), oraz filmy ORWO NP22 oraz FOTO 64. Część z tych fotografii ilustrowała moją pracę magisterską o łodziach wikińskich oraz ich pływających replikach, obronioną w 1992 na Wydziale Skandynawistyki UG. 

Zaś kolejne zdjęcia łodzi z Roskilde zrobiłem dopiero w 2005 r.

Łódź typu norweskiego.

Łódź rybacka z Wysp Owczych.

Wnuczek łodzi wikińskich, czyli norweska łódź żaglowa, już ze sterem zawiasowym na rufie.

Szkuta "Rana", na której też udało mi się trochę popływać. Skan bez czyszczenia, dla kontrastu.

"Rana" powoli podchodzi do swojej bojki, by zacumować.


niedziela, 3 kwietnia 2022

Wiosenne podróże; zimno lecz ciekawie. Opatów i św. Marcin.

 Miasteczko Opatów w świętokrzyskim posiada kilka zabytków, lecz tylko jeden wywarł na mnie wyjątkowo silne wrażenie - romańska kolegiata pod wezwaniem św. Marcina z Tours. Być może wrażenie to uległo wzmocnieniu przez informację, że krzyżowiec, Henryk Sandomierski, wybudował tę świątynię dla templariuszy, czyli najbardziej tajemniczego zakonu, chyba niesłusznie owianego złą sławą, czyli czarną propagandą stworzoną przez chciwca Filipa Pięknego, który zakon ów praktycznie zlikwidował, pragnąc położyć łapę na jego majątku.

Nie licząc dokumentacji cyfrowej, do kościoła podchodziłem kilka razy. Do tej pory wywołałem jedną błonę Fomy 200, naświetloną 29 marca w dzień coraz bardziej ponury; jednak momentalne przejaśnienia oraz statyw pozwoliły na założenie czerwonego filtra na Sekora 4,5/55. Mamiya C330f sprawowała się bez zarzutu po ostatniej naprawie, nie było zbyt zimno, wiatr też ustał, więc mogłem sobie pozwolić na spokojne komponowanie kadrów i obliczanie parametrów dla wielokrotnych ekspozycji.

Negatyw wywołałem w HC-110 rozrobionym w stosunku 1:63; wywołałem wg recept internetowych przez 9 minut w 20 stopniach Celsjusza. Wyszło bardzo ładnie, że wszystkimi detalami zarówno w światłach jak i cieniach. Filmy Fomy mają nieco cieńsze podłoże niż konkurencja, koreksem poruszałem więc w miarę delikatnie, by nic się nie wyślizgnęło z prowadnic szpuli. 

Mam jeszcze jedną błonę Foma 200, naświetloną w pełnym i jaskrawym słońcu; tę zamierzam wywołać w samodzielnie złożonym Kodaku D-76. 

Zaś poniżej monumentalna kamienna świątynia, która mnie w jakiś niewytłumaczalny sposób przyciąga. Podświadomie wyczuwam ponadczasową aurę mocy oraz tajemnice skrywane przez masywne mury z lokalnego piaskowca. W Polsce mało jest przykładów stylu romańskiego, i choćby tylko z tego względu Opatów wart jest odwiedzin.






środa, 30 czerwca 2021

"Rejs 2" przy toruńskim bulwarze.

 W maju miałem okazję pobyć kilka dni w Toruniu. Jako że wiązało się to z wyjazdowym plenum ZPAF, to poczułem się w obowiązku naświetlić nieco materiału światłoczułego, w tym mojego ulubionego ORWO NP7, następnie moczonego w D-23. Na koniec znów ORWO, tym razem z cyferkami "70", co oznacza klona wywoływacza litowego ANSCO 70. W nim wykąpałem nieco arkuszy również przeterminowanego papieru AGFA MCP 312 RC (plastykowa satyna, bardzo fajny materiał).

Spacer nadwiślańskim bulwarem zainspirował mnie do popełnienia mini cyklu "Rejs 2". Tym bardziej, że cytaty z listy dialogowej kultowej produkcji obecne były na okolicznych ścianach oraz murach. 







wtorek, 28 lipca 2020

Była sobie stocznia. Uroki łażenia ze statywem.

Stocznia Cesarska, Gdańska, Lenina, i znowu Gdańska komuś mocno przeszkadzała. Ocalała zabytkowa hala, która może kiedyś doświadczy remontu generalnego i przywrócenia blasku XIX wiecznej architektury przemysłowej, nie gardzącej skromnymi elementami dekoracyjnymi i dbającej o dobre proporcje budynków.
    Niekiedy łażenie ze statywem oraz z dość mało poręczną kamerą TLR sprawia, że zaczynam rozglądać się, chcąc złapać chwile oddechu albo doświadczyć cienia. Wtedy nagle ten cień pojawia się znienacka nie po to, by chronić, tylko zainspirować do czynności fotograficznych.
    Bardzo podobają mi się zdjęcia przez obiektyw do Mamiyi 330 - Sekor 4,5/65 z założonym żółtym filtrem. Jest zarówno ostry jak i plastyczny, co cenię na równi z dobrą rozdzielczością, jak nie wyżej nawet. Odpowiada mi też błona Rollei Superpan 200 na podłożu poliestrowym, idealnie przezroczysta i równa. Jest też uczulona na podczerwień. Tutaj wołana w HC-110 rozrobionym z wodą w proporcji 1:63.




piątek, 10 lipca 2020

Jantar i magiczny kwadrat na litowo. ORWO BBN 111.

Kolejna odsłona portu czy raczej plaży rybackiej w Jantarze na Mierzei Wiślanej. Tym razem odszedłem od czystej fotografii czarno-białej na rzecz wywołania starego papieru ORWO BN 111 w wywoływaczu litowym Moersch Easy Lith. Byłem miło zaskoczony efektem, jako że w jednym ze składników wywoływacza wytrącił się gęsty biały osad, co jednak nie wypłynęło na jego działanie.
Od strony czysto technicznej nadal jest to fotografia czysta - nieskażona żadnymi dodatkowymi manipulacjami, bo przecież ja tylko zmieniłem wywoływacz, sama procedura pozostaje bez zmian.
     Powstaje jednak lekki dylemat artystyczno-terminologiczny -  czy skutek działania wywoływacza infekcyjnego należy traktować jako dodatkową manipulację, bo przecież wpływa on na efekt końcowy - inna jest tonalność, kolorystyka, cienie są gęste i ciemnobrunatne, światła zaś lekko żółtawe i nieco przytłumione, co może wynikać z czcigodnego wieku emulsji fotograficznej (1986-87).
     Z drugiej strony - nie było tutaj żadnego fotomontażu, nakładania drugiego negatywu, zdjęcia robiłem ze statywu przy świetle zastanym. Czy świadoma i swoista estetyzacja jest zarazem próbą manipulacji, czy też nadal mieści się ona w zakresie tego, co traktujemy jako czystą i nie poddaną dodatkowej obróbce fotografię? Tak się wywołało, chociaż rezultat był przez mnie antycypowany. Oto jest pytanie.
     Odbitki formatu 18 x 18 cm skanowałem przy pomocy Epsona V600.
Jantar wiosną 2019 r. Mamiya C330f, Sekor 2,8/80 z żółtym filtrem. błona Rollei RPX 100 wołana w HC-110 1:63. Papier ORWO BBN 111 18x24 cm wołany w Moersch Easy Lith 1:30 w temp. ok. 27 st. C.



środa, 27 maja 2020

Radość z odzyskanego śmietnika, cz. 2. Obrazki znad jeziora i ORWO NP7 z puszki.

W sobotę i w niedzielę wybraliśmy się nad nasze jezioro, uciekając od zgiełku, wirusów i polityki - cały ten bałagan jest siebie wart. Testowałem dwie rzeczy - nieznany film ORWO z wielkiej puszki oraz złożony kilka dni wcześniej wywoływacz negatywowy D-23. Ten ostatni jest o tyle sympatyczny, że zawiera tylko dwa składniki, których ci u nas dostatek.
     Sugerując się komentarzami uznałem, że tajemniczy film to niskoczuły ORWO przeznaczony do robienia reprodukcji. Część taśmy naświetliłem więc na 25 ASA, resztę na 12 ASA. Aparat to stary Nikon FE z Nikkorem 1,4/50 i 2,8/25 mm oraz dwukrotnym żółtym filtrem. Mocne światło umożliwiało zdjęcia z ręki przy silnie otwartej przysłonie. Naświetlony negatyw wymoczyłem przez 9,5 minuty w temperaturze około 23 stroni Celsjusza - z ręką na sercu przyznaję, że wcześniej temperatury nie sprawdzałem.
     Po obejrzeniu filmu zobaczyłem, że przy perforacji jest napis ORWO NP7, co odpowiada kinematograficznej wersji starego negatywu ORWO NP27 o czułości nominalnej 400 ASA. Tak więc trochę to wszystko prześwietliłem, jednak mocno wyrównawcze działanie starej receptury D-23 sprawiło, że cienie wyszły ze wszystkimi szczegółami; światła zresztą też. Bardzo się cieszę, że coś wyszło.
    Kolejna próba będzie miała miejsce dla czułości 200 oraz 100 ASA. Już niedługo.
Nikon FE, Nikkor 2,8/24 + Y 2x. ORWO NP7 25 ASA, f = 4,0.

Nikon FE, Nikkor 2,8/24 + Y 2x. ORWO NP7 25 ASA, f = 4,0.

Nikon FE, Nikkor 1,4/50 + Y 2x. ORWO NP7 25 ASA, f = 4,0.

Nikon FE, Nikkor 1,4/50 + Y 2x. ORWO NP7 25 ASA, f = 2,0.


piątek, 13 grudnia 2019

Telemann tam był. Żary 7 grudnia 2019.

Georg Philipp Telemann (1681-1767) działał i komponował w Saksonii w okresie panowania Wettynów. Nic więc dziwnego, że pewnego razu trafił do Żar na Łużycach na dwór księcia Promnitz. Dotarł też do Krakowa i Warszawy. W Żorach przebywał w okresie 1704-1708; wtedy też znalazł się pod wpływem polskiej muzyki ludowej, goszcząc zapewne po drodze w różnych karczmach i zajazdach.
     Przykładem tego oddziaływania jest właśnie słuchana przeze mnie jegoż cudowna Suita a-moll/in a-minor, zawierająca między innymi pięknego poloneza (wyk. I Musici, Severino Gazzeloni na flecie, winyl Philipsa 9502 011). W Żarach zaś byłem tydzień temu, odbierając Grand Prix za fotografię. W pewnym momencie pogoda wyklarowała się nieco, uznałem więc, że godzinne noszenie ciężkiej dwuokiej Mamiyi C330 nie powinno mi zbytnio zaszkodzić, zwłaszcza, że moja Żona zechciała założyć na ramię statyw. Udaliśmy się więc pod zamek Bibersteinów oraz pałac von Promnitza w jednym, a raczej pod zadaszoną ruinę, z wypaloną po niedawnym pożarze wieżą zegarową pozbawioną hełmu.
     Słońce raz wychylało się zza chmur, raz światło było mocno przytłumione, lecz przynajmniej nie padało. W pół godziny cała błona była już naświetlona podwójnymi ekspozycjami. Dwa razy się pomyliłem, raz wyszło mi zdjęcie pojedyncze, a raz potrójne. Ponieważ wszystkie klatki są ładne, to nie wykluczam, że kiedyś większość z nich zostanie odbita w licie.
     Później było wręczenie nagród i wernisaż, zaś po nim kilka cyfrowych klepnięć pro forma na żarskim rynku. W drodze powrotnej zahaczyliśmy o Zieloną Górę, lecz to miasto stanie się tematem fotograficznym w kolejnych latach, bo miejscami jest tam całkiem ładnie.

Telemann tutaj był. Żary 7 grudnia 2019. Odbitka litowa 29x29 cm.

Telemann tutaj był. Żary 7 grudnia 2019. Odbitka litowa 29x29 cm.

Telemann tutaj był. Żary 7 grudnia 2019. Odbitka litowa 29x29 cm.

Nagrodzony zestaw. Fot. Joanna Fleks

fot. Joanna Fleks



środa, 11 grudnia 2019

Spacer leśny i ciemnica.

Słowo "spacer" powinno kojarzyć się z czymś przyjemnym, a wyraz "ciemnica"? Wręcz przeciwnie. Jednak w dawnej, jeszcze do końca nie ustalonej polskiej terminologii fotograficznej słowo to oznaczało po prostu ciemnię fotograficzną. W tym kontekście jest to nadzwyczaj przyjemne, szczególnie po upływie kilkunastu minut siedzenia w czerwonym świetle, gdy okazuje się nagle, że z białej płaszczyzny naświetlanego papieru fotograficznego zaczyna powoli wyłaniać się obraz.
     Pewna ilość weekendowych dni w listopadzie była całkiem miła, zarówno pod względem temperatury jak i światła, wziąłem więc Mamiyę C330f z założonym po raz pierwszy Sekorem 4,5/65 mm, na który nakręciłem zabytkowy żółty filtr z byłego DDR-u. Większość optyki do tej dwuokiej lustrzanki posiada gwint 46 mm, ale ta konstrukcja jest starsza, przednia soczewka jest całkiem spora, i wymagało to zrobienia oprawki obiektywu o nieco większej średnicy. Tym lepiej - średnica 49 mm była i nadal jest dość popularna, po pogrzebaniu w pudle znalazłem kilka sztuk filtrów konwersyjnych o różnych barwach. Żółty jest najbardziej wygodny, bo łatwo jest wprowadzić poprawkę ekspozycji (2x).
     Żona zgodziła się zabrać statyw, tak więc objuczeni oboje wędrowaliśmy sobie po wrzeszczańskim lesie, póki słońce nie zaczęło się obniżać. Negatyw wywołałem tego samego wieczora, wyszedł całkiem ładnie, nie pozostawało więc nic innego jak rozrobić nowy ORWO 70 do pracy w ciemnicy. I tym razem nieco się naciąłem - z ciekawości otworzyłem czterdziestoletni słoiczek z hydrochinonem, który rozmieszałem jak należy z innymi substancjami. W trakcie wywoływania okazało się, że akurat ten proszek działa bardzo powoli - zamiast dotychczasowych 12-20 minut musiałem czekać ponad 16 minut na pojawienie się pierwszych zarysów obrazu. Odbitki były gotowe dopiero po 40-45 minutach. Jednak zostałem nagrodzony za cierpliwość - po wyschnięciu okazało się, że zdjęcia nabrały pięknych, ciepłych barw zarówno w światłach, jak i w cieniach. Kolejnym krokiem będzie zmieszanie starego i fabrycznie nowego hydrochinonu dla zachowania barw i przyspieszenia procesu. Czekam na przesyłkę, może nadejdzie w tym tygodniu.





czwartek, 5 grudnia 2019

Pałac Borynia

Pałac Borynia w bliskości Rybnika leżący przechodził różne koleje losu. Ostatnio widziałem go w październiku - już wtedy opadłych liści nagromadziło się tyle, że w pewnym momencie zaczęły przesłaniać fasadę budynku. Uwieczniłem to zarówno Minoltą SRT 303 z około 1976 roku, na negatywie Agfaortho 25 Professional jak i kamerą otworkową przerobioną z dalmierzowego Zorkija 4K. Tutaj film też był mocno przeterminowany, aczkolwiek nie pochodził z lat 60 ubiegłego wieku, jak materiał czarnobiały.