piątek, 6 lipca 2018

Próby na niebiesko.

Od niedługiego czasu zaczyna mnie kręcić cyjanotypia.
Po pierwsze dlatego, że to taka pierwotna technika, opracowana przez Johna Herschela na początku XIX wieku, dająca śliczne błękity, który to kolor uwielbiam.
Po drugie, odpowiada mi jej niepowtarzalność, podobnie jak w przypadku odbitek wołanych w licie.
Po trzecie, pozwala na dużą zabawę formami wszelkiego rodzaju, np. naświetlać można papier z odbitymi cieniami rozmaitych przedmiotów, np. roślin, paciorków, i łączyć to z negatywami albo i nie.
Można również wpływać na kolorystykę oraz trwałość finalnego dzieła mocząc je np. w esencjach herbat różnych lub w kawie.
Ponadto zassanie taniny przez emulsję cyjanotypiczną przedłuża żywotność odbitek.
Roślinki odbite na własnogębnie oplutej wcześniej emulsji. Podkolorowane akwarelami.

Roślinki namoczone i pieczone przez godzinę pod szybą.

Negatyw 120, roślinki częściowo unieruchomione i poruszane przez wiatr w trakcie naświetlania. Tonowanie w herbacie zielonej.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza