Pokazywanie postów oznaczonych etykietą landscape. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą landscape. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 października 2021

Klimaty w Jantarze. 25.09.2021 (cz. II).

 Ten post stanowi kontynuację poprzedniego, dobrze jest też obejrzeć go porównując ze skanami z negatywów. Poniżej kilka reprodukcji odbitek litowych wywołanych w złożonym niedawno ORWO 70 (podobny do ID-13 Ilforda, ale z większą nieco ilością bromku potasu).

Naświetlałem i moczyłem wyłącznie zabytkowe i przeterminowane papiery fotograficzne dwóch firm, które padły (AGFA) albo zostały za bezcen sprzedane (FOTON). O ile papiery AGFA wywołują się w brązowej zupie dając ciepłe światła w odcieniach brązu albo różu (najstarsze), to Fotonbrom wywołuje się na szaro-kremowo-biało. Jedno i drugie mi się podoba. 

Naświetlałem film ORWO NP55 (ekspozycja na 64 ASA, wołanie w HC-110 1:50) w starej Minolcie XD 7 z Rokkorem 2,8/28 i żółtym filtrem ORWO.

Następnym razem wywołam odbitki ze średniego formatu, położę obok siebie i będę porównywał.

AGFA MCP 312 RC satyna.

papier j.w.

papier j.w.

AGFA RECORD-RAPID RRS 111 GLOSSY 2 (baryt)

Fotonbrom 111 karton, normalny. Lata osiemdziesiąte.


czwartek, 11 marca 2021

Uroki staroci - Minolta SRT 303 i ORWO NP55.

 Od pewnego czasu zaczynam rozważać powrót do czystej, niczym nie manipulowanej, czystej czarno-białej fotografii analogowej. Pomagają i wspierają mnie w tym doświadczenia z obróbką - na razie cyfrową poprzez skanowanie - negatywów czarno-białych naświetlanych w mniej lub bardziej vintage'owych kamerach.

W ostatni weekend była to kilkudziesięcioletnia Minolta SRT 303 z cudownym ostrym i plastycznym Rokkorem 1,7/50. Dla podbicia nieba i lekkiej zmiany kontrastu nakręciłem nań żółty filtr. Zaś wewnątrz w pudełku znalazł się przeterminowany o trzydzieści kilka lat enerdowski ORWO NP55, czyli kinematograficzna wersja ORWO NP20. Film wywołałem w kodakowskim HC-110 rozrobionym w stosunku 1:50 i moczonym przez 16 minut. Następnym razem może będzie to D-23 albo D-76. Obydwie zupy można sobie samodzielnie złożyć z powszechnie dostępnych składników.

A poniżej las przy pasie nadmorskim - deweloperzy wszelkiej maści już go powoli chcą nadgryzać, w końcu jesteśmy nad morzem.






czwartek, 20 sierpnia 2020

Leniwe i gorące zwiedzanie w podniosłym dniu 15 sierpnia.

    Dawno nie zwiedzałem skansenu we Wdzydzach. Trochę tam goło, niektóre elementy budzą wątpliwości, jak np. stalowy kiosk "Ruchu" jako cenny eksponat - trochę to perwersyjne stawiać go razem z drewnianymi zabytkami. Dzień wizyty, czyli akuratnie 15 sierpnia to zmarnowana 100 rocznica cudu na Wisłą, bo ja jednak wierzę w to, że mocno pragnącym cuda niekiedy potrafią się przydarzyć. Ale rocznicę zmarnowano przaśnymi imprezami; a szumnych zapowiedzi było wielkie mnóstwo!

    Wiele podobnych budynków zostało podpalonych w ogniu walk przez zdziczałych bolszewików; ot, takie dziwne mi się właśnie nasunęły skojarzenia. I nikt ich nawet nie zdążył pofotografować. Ale wiatraki, wiejskie chaty i ich ogródki zostały w dużej części ocalone przed przemocą.

    Gorąco było jak w piekarniku - 32 stopnie i mało cienia. Na szyi miałem Mamiya'ę 330 z założonym obiektywem 4,5/105 i z nakręconym nań żółtym filtrem. Ramię obciążał mi dosyć ciężki, ale za to stabilny statyw Manfrotto, na drugim była torba fotograficzna - na szczęście dosyć pustawa. W kamerze tkwiła sobie błona Foma 400, którą przekręciłem do samiuśkiego końca. Wyjątkowo popełniłem też kilka pojedynczych ekspozycji, chcąc ocenić jakość rysunku japońskiej kopii zacnego Heliara (opracowany, jeżeli dobrze pamiętam, przez Voigtlandera w 1903 roku). Trzeba przyznać, co niechętnie czynię, że Niemcy jednak potrafili konstruować wspaniałe obiektywy.

    Błonę wywołałem w kodakowskim HC-110 rozrobionym jak zwykle w proporcji 1:63. Moim zdaniem, ciągnie detale znacznie lepiej niż użyty wcześniej eksperymentalnie D-23 własnego składu.




wtorek, 7 lipca 2020

Jantar i magiczny kwadrat. Kilka wiosen temu.

Kiedy po zelżeniu tzw. pandemii można już było wyjeżdżać, udaliśmy się do Jantara, które to miejsce nadmorskie bardzo cenię za szerokie plaże oraz piękne światło w sosnowym lesie na wydmach. Był majowy weekend, słońce przygrzewało i prócz nas na pomysł wyjazdu nad morze wpadło kilka tysięcy rodaków. Gdy zobaczyłem tabuny ludzi, z których bardziej utuczona część pozajmowała wszystkie wolne miejsca w knajpach, opychając się naprędce przygotowywaną niezdrową żywnością oraz lodami, poczułem się dość zdegustowany.
     Teraz z lubością powracam do wspomnień z marca 2017 roku, kiedy to pojechaliśmy do Jantara po raz pierwszy. Plaża była pusta, na niej drewniane łodzie w stylu retro, słońce też pięknie świeciło, no i nikt nie właził mi w kadr.
     Mamiya 330f z założonym standardem 2,8/80 i nakręconym nań żółtym filtrem stała pewnie na statywie. Naświetliłem 12 klatek na lekko przeterminowanej błonie Rollei Retro 100, którą wywołałem w kodakowskim HC-110 rozcieńczonym 1:63.
     Teraz wreszcie dorobiłem się skanera także do błon średnioformatowych - dzięki rządowemu i antypandemicznemu programowi bezzwrotnych pożyczek na wsparcie działalności. Używam go też do skanowania tekstów, tak więc służy mi zarówno do pracy jak i sztuki/przyjemności. Inni by nie dali.
     Zastanawiam się nad tymi zdjęciami. Po różnych eksperymentach dobrze jest niekiedy wrócić do dosłownej fotografii przedstawiającej rzeczywistość w sposób bezpośredni, bez dodatkowych manipulacji, pomijając oczywiście retusz negatywu oraz delikatne ingerencje w tonalność. Kompozycje są tradycyjne, zdjęcia ostre z przysłoną skręconą do 5,6-8,0; jednym słowem neopiktorializm polski w kolejnej odsłonie.








wtorek, 12 maja 2020

Vivat Maj, 3-ci Maj, Leica w ręku, błogi raj!

Dla uczczenia świetlanej pamięci krótko funkcjonującej Konstytucji 3 Maja naświetliłem nieco klatek starym aparatem, przez nieco młodszy aczkolwiek również stary obiektyw oraz na mocno przeterminowanym filmie. Pogoda była taka, jaką lubię, czyli mocne słońce, ale i różne wzory chmurek na niebie, które pozwalały na klapnięcie kilku landszafcików.
     Aparat to szlachetna Leica IIIf wyprodukowana w 1950 roku. Przedostatni model Leici typu Barnacka, czyli z oddzielnym wizjerem dalmierza oraz celownika i z mocowaniem obiektywu na gwint m39. Oddzielne pokrętła do ustawiania krótkich i długich czasów.
     Obiektyw to tym razem sowiecki Jupiter-12 o jasności 2,8 oraz ogniskowej 35 mm, na który nakręciłem pomarańczowy filtr konwersyjny przedłużający czas ekspozycji 2,8 raza.
     Film zaś to mój ostatnio ulubiony ORWO NP55 wyprodukowany pod koniec lat 80-tych XX wieku. Błona kinematograficzna o charakterystycznym ciemnofioletowym zabarwieniu warstwy przeciwodblaskowej, tolerancyjna na błędy prześwietlenia i niedoświetlenia. Wołana nie tradycyjnie w Rodinalu, ale w HC-110 rozrobionym z wodą dość nietypowo, bo w proporcji 1:50. Film znakomicie oddaje wszelkie detale, ale lepiej go naświetlać dla czułości 50 ASA (18 DIN), nie zaś nominalnej 80 ASA (22 DIN), bo w końcu staruszek ma już swoje lata. Poza tym HC-110 wyciąga wtedy więcej szczegółów cieniach i jest po prostu pięknie.
     Jupitera-12 nie używałem przez wiele lat i teraz po zeskanowaniu filmu mocno tego żałuję; nie pozostaje więc nic innego jak nadrabiać zaległości. Niezmiernie podoba mi się zarówno niezła ostrość jak i plastyka tego szkła, wzorowanego na jakiejś konstrukcji Zeissa z lat trzydziestych. W wykonaniu sowieckim waży on 130 gramów, liczba soczewek wynosi 6, zaś zdolność rozdzielcza to 32 linie na milimetr w centrum oraz 28 l/mm na brzegach kadru przy pełnym otworze przysłony. Dla czarnobiałej fotografii i robienia dużych, ostrych ale i plastycznych odbitek w zupełności wystarczy. Przy przysłonie f = 8,0 głębia ostrości rozciąga się od około 1,9 m do nieskończoności, tak więc w szybkiej fotografii sytuacyjnej można fotografować w stylu mistrza Cartier-Bresson'a, ustawiając sobie z góry przysłonę oraz ostrość na obiektywie i nie martwiąc się o późniejsze dokładne ostrzenie przy pomocy dalmierza.
Charakterystyczna dla tego obiektywu jest tylna soczewka głęboko wchodząca w korpus aparatu - należy uważać, by jej nie uszkodzić przy zakładaniu. Na podstawie: W. Zdżarski, Fotografujemy Zorką, WAiF, W-wa 1976, s. 35-36.

Vivat 3 Maj! Ostrość na kwitnącą śliwę, przysłona f = 4,0 - 5,6; czas chyba 1/100 s.

f = 5,6, t = 1/75 s.

Trybunał jest w typie pilznera, pełne w smaku i mocno stymulujące artystycznie piwo. f = 5,6

f = 4,0 - 5,6, t = 1/75 s.
Małe wiejskie przyjemności. Ale Miłosław zawiódł mnie mocno. Dlatego potem kupiłem Trybunała. f = 5,6

piątek, 28 lipca 2017

Litu litu. Był czarny czarny las...

Aach, jakie powykręcane te korzenie. Wiją się niczym macki potwora z najgorszych snów dziecka w kołysce, kiedy babcia kołysząca też pójdzie spać i zostawi samego. A może zamiast tego będzie goniła ziejąca ogniem lokomotywa, za wszelką cenę pragnąca wciągnąć w głąb rozgrzanego brzucha, co bucha.
Nie wiem, co gorsze. Ale korzenne macki sfotografowałem, w licie podkreśliłem, jest straszno, to znaczy dobrze.


czwartek, 27 lipca 2017

Litu litu. Nowe lity, he he.

Znów trochę lasu, bo wśród drzew dobrze mi jest. Nie ma ludziów, telewizorów i polityków, a te elementy szczególnie w sztuce mocno przeszkadzają.
Dobrze jest czasem wziąć ze sobą ciężką i mało poręczną kamerę średnioformatową, statyw i parę błon, naświetlać co najmniej podwójnie, by powstał nowy świat kreowany wyłącznie w głowie zdejmującego widoki.
Kto powiedział, że fotografia ma pokazywać wyłącznie świat realny? Śluby, wesela, dzieci, pieski z różowymi kokardkami nużą mnie niezmiernie.
Wszystko ma dwie strony, rzeczywistość i tak zlewa nam się w głowie w jeden wielki chaos, nikt nie powiedział, że czarnobiały obraz nie może być kolorowy i zawierać w sobie odrobinę szaleństwa, na miarę fotografującego.