Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rolleiflex. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rolleiflex. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 września 2025

Portrety Kobiety, czyli sesja z Asią Feil.

 Nie wiem czy z poczucia wrodzonego minimalizmu, czy z również wrodzonego lenistwa - zawsze staram się używać minimalnej ilości sprzętu, prewizualizując warunki i okoliczności fotografowania.

Umawiając się z Asią Feil na sesję zdjęciową zabrałem więc Rolleiflexa T z Tessarem 3,7/75 mm oraz Nikona FM3A ze standardem 1,4/50. Filmy małoobrazkowe czekają jeszcze na wywołanie, natomiast jako że uwielbiam średni format na mniej lub bardziej przeterminowanych błonach - wymoczyłem już wszystkie trzy naświetlone rolki 120. Dwie z nich to zabytki sprzed ćwierci wieku -  Kodak TRI-X 320 exp. 01.2001; wstyd powiedzieć, ale naświetliłem też dla porównania prawie nową (12.2024) rolkę ROLLEI SUPERPAN 200. Jednego Kodaka oraz Superpana wywołałem w D-96, który od kilku tygodni stał się moim ulubionym wywoływaczem. Zaczęto go używać w latach 50-60-tych ubiegłego stulecia, między innymi do obróbki włoskich filmów "nowej fali", lecz nie tylko. Zasadniczo służył do filmów kinowych, ale ktoś doznał oświecenia - przecież zwykłe negatywy B&W też można w nim obrabiać!

Problemem jest tylko brak dostępnych dla mniej znanych lub nowszej generacji filmów/błon czasów obróbki. Zasadniczo 8 minut w 20 stopniach Celsjusza zawsze wychodzi lepiej lub gorzej; doświadczeńsi piszą, że do czasu określonego dla D-76 trzeba dodać 15% i to należy traktować jako punkt wyjścia do dalszych poszukiwań. Ja jestem bardzo zadowolony; uważam, że D-96 wyciąga więcej szczegółów i jest bardziej tolerancyjny na błędy naświetlenia oraz późniejszej obróbki. Lekkie przewołanie raczej nie zaszkodzi.

Asia jest - jak to napisał kolega ze ZPAFu - urodzonym demonem przedobiektywowym. Uważam, że dawno żadnej Kobiecie nie zrobiłem tak udanych portretów. Zagrało wszystko razem - Modelka, sprzęt, pojedynczy stary halogen, lekko pogniecione szare tło, artefakty, siedziska... . Było bardzo kreatywnie i ogromnie miło zarazem. Jutro wywołam dwa małe obrazki. A potem na spotkanie do Sopotu z gwiazdą czyli Krystyną Andryszkiewicz i jej pracami, w tym oryginalnymi fotomontażami sprzed kilkudziesięciu lat. 

Poniżej moje - trochę wyplamkowane i skadrowane - portrety Asi Feil. Na razie wrzucam tylko kadry z jednego z Kodaków TRI-X 320 (expired 01/2001). Ta błona została wywołana w D-76H (przepis znaleziony w sieci, teraz chyba gdzieś się schował, na szczęście zapisałem sobie, a rękopisy nie płoną - przynajmniej przez jakiś czas).







 

piątek, 27 września 2024

Widoki Motławy mutują po dekadach.

 Negatyw na sowieckiej błonie Svema naświetliłem i wywołałem w sierpniu 1991 r. Guma dwuchromianowa w formacie 19 x 19 cm była trzykrotnie naświetlana na słonecznym balkonie przez 2,5 minuty. Negatyw to zwyczajny wydruk z drukarki laserowej HP na folii kupionej w pobliskim sklepie papierniczym.

Warstwy były następujące: 1) z farbą akwarelową Renesans nr 8. Chromium Yellow (hue) w dniu 19.09.2024; 2) Renesans zmieszany z dwóch tubek: 1 - nr 18. Scarlet Red 1/3 objętości i 55. Mars Bordeaux 2/3 objętości 20.09.2024; wreszcie warstwa 3) nr 29. Prussian Blue 23.09.2024. Błękit pruski Podbił kontrast i nadał odbitce sporo życia, tak więc jestem zadowolony.

Papier Happy Color 360 g zagruntowałem akrylem rozbełtanym w dużej ilości wody, tak że pory w podłożu ładnie się wypełniły, i było można skutecznie wypędzlować światła.

Spróbuję podobnego numeru w większym formacie, bo wcześniej nie próbowałem gruntować dużych arkuszy. Próby na małych arkusikach to wstęp, teraz spróbuję czegoś na papierze lepszej jakości.

Cały arkusz wraz paserami i moimi dopiskami wraz z sygnaturą.

Guma po cyfrowym usunięciu krawędzi. Oczywiście to pełny kadr.


niedziela, 29 stycznia 2023

Wraki i szmaty - wpomnień czar, pochwała szrotu.

 Jakiś czas temu otrzymałem od dobrych Kolegów ze ZPAF nieco dziwnych antycznych materiałów fotograficznych, czyli ORWO Fotoleinen FL. Wynalazek ten posiada formę długiego na 10 m zwoju bardzo wytrzymałego płótna z naniesioną z jednej strony warstwą światłoczułą. Jeden zwój poszedł do ciemni GTF, zaś drugi testuję przy różnych proporcjach wywoływacza litowego ORWO 70. Najlepiej wychodzą negatywy dość kontrastowe, które w innych okolicznościach można by odbić na papierze o gradacji normalnej. Stosując inne proporcje wywoływacza oraz zmieniając nieco temperaturę roztworu roboczego można pokusić się o odbicie błon nieco słabiej krytych.

W tym wypadku zacząłem popełniać cykl poświęcony wrakom, rozpoczęty pod koniec lat 80-tych ubiegłego stulecia. Używałem wtedy sowieckiej lustrzanki dwuobiektywowej, zaś podczas pobytu stypendialnego w Kopenhadze w 1 połowie 1991 r. nabyłem w komisie w Roskilde starego Rolleiflexa T z Tessarem 3,5/75, który do tej pory chodzi jak złoto. Różnica w jakości była widoczna już w momencie wzięcia obydwu wynalazków do rąk, ale muszę z ręką na sercu przyznać, że do Lubitela nadal odczuwam pewną słabość.

Same odbitki wymęczyłem kilka tygodni temu. Ich obróbka w chemii to koszmar, jako że zaraz po zamoczeniu naświetlone arkusze zwijają się w rurkę - trzeba temu przeciwdziałać na różne dostępne sposoby. Jednak na koniec, po przeprasowaniu wymiętych szmat umiarkowanie nagrzanym żelazkiem oraz obcięciu krawędzi nożycami krawieckimi, efekt wydaje się być dość interesujący, i na pewno jest niepowtarzalny.







poniedziałek, 17 października 2022

Bergger Pancro400 w HC-110 moczony.

 Widząc zmniejszającą się dramatycznie ilość rolek błon średnioformatowych w chłodziarce nabyłem kilka świeżych produktów, w tym francuski wynalazek Bergger Pancro400 (produkowany przez Ilforda). Nie znając go zupełnie wywołałem po sprawdzeniu wszelkich możliwych receptur w kodakowskim HC-110 przeterminowanym o jakieś 10 lat. Rozrobiłem go z przefiltrowaną wodą w proporcji 1:31 i wywołałem w czasie 9 minut. Zgodnie z zaleceniami producenta wcześniej wymoczyłem błonę w wodzie przez ok. 2 minuty. Potem przerywanie, dodatkowe opłukanie w wodzie, dość długie utrwalanie w fotonowskim U1, następnie płukanie pod bieżącą powolutku kranówą przez 18 minut. Na koniec Fotonal 1:500 przez 2 minuty.

Nie ukrywam, że jestem pod wrażeniem. Fotograficzny rezultat naszego z Asią spaceru po byłej stoczni przerósł moje oczekiwania. Nawet po wrzuceniu skanu na Instagrama na żałośnie małym ekraniku widać wszystkie szczegóły w światłach oraz cieniach, mimo bardzo jaskrawego południowego słońca. 

Kamera to tym razem 70-letni Rolleiflex T z Tessarem 3,5/75 oraz filtrem pomarańczowym. Do tego założona osłona przeciwsłoneczna. Pomiar 40-letnim Swierdłowskiem 4. Czas to 1/250 - 1/500 s, zaś przysłona wahała się od 8,0 do 11,0. Teraz może jakaś mało pruderyjna modelka? Zobaczymy co los przyniesie.






wtorek, 8 czerwca 2021

Punkt zwrotny.

W maju wziąłem po raz pierwszy udział w plenum zarządu ZPAF w Toruniu, przy okazji robiąc nieco zdjęć, w tym do projektowanej na sierpień wystawy "Punkt Zwrotny". Może się uda, może trzeba będzie jeszcze nad sobą popracować, ale wykonałem już kilka odbitek - oczywiście litowych. 

Wybrałem dwa zdjęcia, z których każde można potraktować nieco metaforycznie. Na jednym ująłem fragment kościoła z leżącym obok gmachem więzienia, próbując w ten sposób pokazać swoisty związek pomiędzy pokutą/czysto fizycznym cierpieniem tutaj na ziemi a wolnością ducha, już po odbyciu kary i uzyskaniu przebaczenia.

Drugie zdjęcie to dwie postaci podążające ku otwartym wrotom. Można wyobrazić sobie, że z ciasnych i pokrętnych uliczek wychodzą przez zamknięte wcześniej ciężkie i okute odrzwia na światło i wielką przestrzeń, gdzie tylko horyzont stanowi granicę.

Co do samej techniki, to prościej być nie mogło: zabytkowy Rolleiflex T z Tessarem 3,5/75 oraz żółtym filtrem, załadowany błoną Ilford HP5 Plus, później wywołaną w HC-110. Trzy odbitki wykonałem na zabytkowych papierach AGFA MCP 310 RC oraz FOTONBROM 111 K Normal. Moczyłem je wytrwale w domowej roboty litowym wywoływaczu ORWO 70. Za tę recepturę chwalę mistrza Ilińskiego, mam nadzieję, że dotrze to do niego w zaświaty i uraduje duszę. Odbitki mają format 25 x 25, jako że taki wymóg postawił organizator.

Punkt Zwrotny I. Pokuta i odkupienie. AGFA MCP 310 RC w ORWO 70.

Punkt Zwrotny II v.2. AGFA MCP 310 RC w ORWO 70.

Punkt Zwrotny II v.1. FOTONBROM 111 K Normal w ORWO 70.


piątek, 28 maja 2021

Sesja analogowa z modelką.

 Czasami dobrze jest pofotografować w studio, zwłaszcza jeżeli jest komu zrobić zdjęcia. Tym razem było bardzo purystycznie - dwa źródła światła stałego - chiński halogen za kilkadziesiąt zł oraz lampa studyjna. Do tego dwa aparaty na statywie albo bez, błony średniego formatu oraz przeterminowany film ORWO NP7 z lat 80-tych wywołany w domowej roboty D-23. 

Zrobiłem wglądówki, by wiedzieć lepiej, z których klatek porobić odbitki litowe - też na mocno przeterminowanych papierach AGFY. Ale to za jakiś czas - do ogarnięcia są jeszcze sprawy dnia codziennego.

Nikon FE z Nikkorem 1,4/50. Film to ORWO NP7 moczony w D-23.





Rolleiflex T z Tessarem 3,5/75. Błona Fomapan 400 wywołana w HC-110 1:63.


czwartek, 27 maja 2021

Zamkowo, litowo.

 Niedawno zakupiłem na aukcji pół paczki starego papieru AGFA Brovira Brillant Hart BH1W 30x40 cm. Produkowano go w latach 1950-1964. Bardzo żałuję, że w paczce było tylko 5 arkuszy; teraz pozostały mi cztery, chyba na jakieś ekstra okazje. Jest cieniuteńki i zwija się w kuwecie, trzeba więc uważać, ale dobre słowo w trakcie obróbki zawsze pomoże.

Pałac w Bożkowie, na Dolnym Śląsku. Mamiya C330 z Sekorem 2,8/80 i żółtym filtrem. Negatyw Ilford HP5 Plus, papier AGFA Brovira Brillant (1950-1964). Odbitka litowa w ORWO 70 domowego składu.

Zamek Egeskov na Fionii, Dania. Rolleiflex T z Tessarem 3,5/75 mm i zapewne żółtym filtrem. Negatyw Ilford HP5 Plus, odbitka litowa na papierze Fomatone MG 132 w Moersch Easy Lith.


sobota, 13 marca 2021

Uroki staroci - Koga bremeńska, Rolleiflex oraz Hydrofen.

 W sierpniu 1991 na Motławie blisko Zielonego Mostu - wtedy jeszcze oryginalne przęsła przedwojennego zwodzonego mostu były na miejscu, nie pocięto ich palnikami w szale modernizacyjnego niszczenia; to nastąpiło dopiero po kilku latach - zacumowała piękna replika kogi bremeńskiej, której oryginalny XIII wieczny wrak znaleziono w trakcie prac w porcie w Bremie w latach sześćdziesiątych. Rasa panów nie wpuszczała podludzi na pokład - skądinąd słusznie, mogliby pozabierać to i owo. Niemniej jednak widok był piękny, toteż nadal cieszę się, że przypadkiem znalazłem się wtedy na miejscu, mając na szyi Rolleiflex T z super ostro rysującym Tessarem. Wtedy robiłem bardzo dużo zdjęć tym aparatem, ciesząc się nim nadal po nabyciu w komisie fotograficznym w Roskilde, bodajże w marcu 1991 r.

Wewnątrz puszki znajdowała się błona sowieckiej produkcji FOTO 64. Te oraz inne sowieckie materiały można było kupić za grosze na rynku na Przymorzu, zaopatrzyłem się w tak duże ilości, że starczyło mi na kilka lat. Film wywołałem w polskim Hydrofenie - jednym z najlepszych wywoływaczy negatywowych, jakie w ogóle opracowano. Działał dość wyrównawczo, pięknie wypracowywał szczegóły zarówno w światłach jak i cieniach, szczególnie po rozcieńczeniu z wodą w stosunku 1+1.

Kilka kadrów pokazywałem kilka lat temu na mojej wystawie "Widoki Motławy" w Muzeum Gdańska; po wystawie cztery odbitki przekazałem do muzealnych zbiorów.










niedziela, 31 stycznia 2021

Gdańsk nie idealny w dniu 31.01.2021.

 Dzień wart zapamiętania - chociaż na czas jakiś - z kilku względów. Po pierwsze, co najważniejsze: naświetliłem pierwszy negatyw plenerowy w 2021 roku, co wynika z różnych uwarunkowań, głównie okołopandemicznych. Po drugie: po powrocie do samochodu zaparkowanego koło kościoła Św.  Barbary znaleźliśmy mandat za parkowanie bez opłaty wetknięty za wycieraczkę - co prawda opłaty w strefie czerwonej obowiązują od czerwca ubiegłego roku, ale wcześniej przez lata całe w weekendy można było postawić pojazd za free. Inwencja gdańskich rajców w wymyślaniu nowych obciążeń - bez rekompensaty np. w postaci asfaltu bez dziur, dobrych oznakowań czy czystych (albo posypanych piaskiem lub solą zimie) chodników jest coraz bardziej irytująca. Mam nadzieję, że znajdzie to swój wyraz w wynikach kolejnych wyborów samorządowych. 

I po trzecie wreszcie: negatyw Fomy 400 wywołałem w samodzielnie złożonym D76. Poszczególne składniki chemiczne liczyły sobie po kilkadziesiąt lat, co jednak nie przeszkodziło powstaniu pięknie działającego wywoływacza. Ziarno jest umiarkowanie duże, szczegóły w światłach i cieniach są ładnie wypracowane, jestem więc zadowolony. Pogoda była taka sobie; rozproszone światło sprawiło, że detale architektoniczne utrwaliły się w pełnej krasie, aczkolwiek wolałbym nieco bardziej kontrastowe światło z boku w przypadku kamieniarki, która z natury jest szara i nie zawsze czytelnie wychodzi.

Jak zwykle, w chwili powrotu do domu zza chmur wyszło słońce. Negatyw zdążyłem wywołać przed obiadem - 5,5 minuty w temperaturze 22,5 stopnia C. Korektę czasu dla podwyższonej temperatury wprowadziłem zgodnie z tabelą Ilforda ze starego opakowania po wywoływaczu. Aparat to czcigodny 70-letni Rolleiflex T z ostro rysującym Tessarem 3,5/75 i z żółtym filtrem. Teraz kolej na kilka odbitek litowych, być może podwójnie wywoływanych dla uzyskania ciekawszych efektów kolorystycznych oraz kontrastu. Skany bez jakichkolwiek ingerencji cyfrowych poza programowym usunięciem pyłków.





poniedziałek, 11 marca 2019

Formy. Litowane.

Pomimo tego, że w pewnym momencie uznałem, iż panuję nad materią, to znaczy, że jestem w stanie prewizualizować czyli antycypować sobie wygląd końcowy odbitki litowej, to i tak nic nie jest tutaj do końca pewne.
Przykładem niechaj będą powtórki dosyć starych bo liczących sobie ponad dekadę średnioformatowych błon zwojowych 120, załadowanych onegdaj odpowiednio do prostego plastykowego Lubitela 166 B z trójsoczewkowym obiektywem 4,5/75 mm i do złożonego mechanicznie i niezmiernie precyzyjnego Rolleiflexa T z Tessarem 3,5/75. To ostatnie urządzenie to przykład niemieckiej myśli technicznej z lat trzydziestych, aczkolwiek nieco zmodernizowanej po wojnie. Dodatek funkcji wielokrotnej ekspozycji umożliwił mi spore pole manewru. Niewymienna optyka w niczym nie przeszkadza, jako że i tak ogromną większość moich zdjęć wykonuję standardową dla danego formatu ogniskową.
Podane niżej reprodukcje dwóch odbitek pochodzą z okresu, kiedy z dwóch nałożonych na siebie ekspozycji starałem się uzyskać jakąś formę geometryczną, przy czym sporą rolę odgrywał tutaj nowo powstały symetryczny układ lub forma uzyskana najpierw na błonie, a potem na papierze.
Postanowiłem odświeżyć sobie nie tylko wspomnienia - wyjazd do Broniszowa ze Sławkiem Fiebigiem czy wspólny spacer z GTFem po Dolnym Mieście, znacznie wtedy zaniedbanym, ale i zobaczyć, co ujawni się na nowym papierze fotograficznym przy zastosowaniu powoli pracującego ORWO 70, który pozwala na wydobycie praktycznie wszystkich detali w światłach i w cieniach, przy równoczesnym zachowaniu sporego kontrastu i ciepłych barw charakterystycznych dla obróbki litowej.
Pierwsza odbitka wywołała się całkiem pięknie. W drugim przypadku, przy zachowaniu identycznych parametrów, wywoływanie zatrzymało się nagle i niespodziewanie po ok. 20 minutach.  Dolałem nieco świeżej chemii, proces ruszył dalej, ale w cieniach porobiły się dziwne różnice tonalne - nie udało mi się tego powtórzyć. Jeżeli dojdzie do powtórki z Broniszowa, to odbitka na pewno wyjdzie inaczej, co nie znaczy, że gorzej.
ul. Łąkowa. Lubitel 166 B. ORWO NP 20 wołane w starym R-09, papier Fomatone MG 132.

Zamek w Broniszowie. Rolleiflex T. Kodak TRI-X wołany w HC-110. Papier Fomatone MG 532.

niedziela, 10 marca 2019

Ora et labora.

Nie, moi drodzy, nie o ciężką orkę tutaj chodzi, tylko o wymodlony efekt końcowy, taki żeby były ładne światła oraz cienie. I żeby nie przypominało to zwykłej sepii, ale przecież każdy znający się nieco na chemii fotograficznej zauważy od razu, że inne są tutaj barwy i tonalność. W światłach jakieś barwy łososiowo-żółte, cienie brązowe albo zielonobrunatne, zależnie od proporcji zestawu roboczego, jego temperatury oraz czasu naświetlania.
Bez większego żalu rozstałem się z papierem Fomatone MG 532 II, który Czesi przestali produkować. Znacznie bardziej podoba mi się kolorystyka matowej Fomy 132 lub błyszczącej 131 (ale suszonej na zimno). Światła są tutaj cieplejsze, wpadające niekiedy w żółcie lub nawet lekko spłowiałe oranże, a i cienie chyba bardziej sympatyczne dla oka.
Skończył mi się wywoływacz litowy ORWO 70, więc wyciągnąłem z szuflady słoiki ze składnikami, wagę, termometr, i resztę śmietnika potrzebnego do mieszania i rozlewania.
Uzyskałem dwa półlitrowej pojemności plastykowe słoiczki, których zawartość pozwoli mi na zrobienie kilkunastu odbitek formatu wystawowego. Zacznę za jakieś dwa tygodnie, kiedy chemia przegryzie się i zacznie optymalnie pracować.
Tors. Zamek w Broniszowie. Rolleiflex T. Papier Fomatone MG 532 II w ORWO 70 o temperaturze 24 st. C.

Stężone roztwory przygotowuje się przez ok. 15 minut. Wystarczy na 15-20 odbitek, zależnie od przyjętej metody.

Z tyłu pojemniki ze składnikami - wszystkie można dostać przez internet.

Pierwsze trzy od lewej - składniki do koncentratu "A". Po prawej jeden składnik dla koncentratu "B". Miesza się ze sobą i z wodą zasadniczo w równych proporcjach bezpośrednio przed użyciem. A potem do kibla.

wtorek, 14 sierpnia 2018

Sagrada (The Holy Cities. Barcelona). 2008-2018

Cały czas jestem w drodze do osiągnięcia niespełnionego ideału. Niekiedy ogarniają mnie wątpliwości, czasami rozpacz, od czasu do czasu jest to przeplatane momentami zadowolenia czy nawet euforii, gdy osiągam to, co zamierzałem.
W tym przypadku czuję się spełniony technicznie oraz artystycznie. Po dekadzie odgrzebałem negatywy z Barcelony - miasta, po którego ulicach nikt dawniej nie obawiał się chodzić w strachu przed agresją trzepniętych na mózgu przedstawicieli obcej i bezwzględnej wiary.
Rzadko pozwalam sobie na popełnienie potrójnej ekspozycji, jednak tego sierpniowego dnia wszystko było tak jak trzeba - sprawny aparat, dobry film (błona formatu 120 Fuji Neopan 400 - już jej nie ma na rynku, aaaa!) i piękna pogoda z chmurami dostojnie płynącymi po mocno turkusowym niebie. Filtr żółty dwukrotny pięknie je podkreślił, aczkolwiek z turkusu nic nie zostało.
Staruszek Rolleiflex (tak skal du have, Alfred!) zacinał się wtedy z rzadka (teraz wymaga czyszczenia i przesmarowania), a Tessar w nim zamontowany to jednak wspaniała konstrukcja optyczna.
Błona o czułości 400 ASA jest bardzo tolerancyjna na wszelkie błędy ekspozycji i znakomicie znosi wszelkie dodatkowe naświetlenia i związane z tym prześwietlenia, zachowując szczegóły w światłach i w cieniach.
Moje pierwsze odbitki wykonane po powrocie z wakacji sprzed dziesięciu lat nie były takie, jak to sobie wymarzyłem.
Teraz natomiast wydaje mi się, że zbliżyłem się do upragnionego ideału - ciepłe łososiowe światła oraz brunatne cienie z zachowanymi szczegółami bardzo mi się podobają. Dużo dała zmiana wywoływacza, wymuszona jakiś czas temu przez Fomę na skutek odejścia od wcześniej stosowanych składników emulsji (żelatyna) i zastosowania nowych produktów, które spowodowały u litowych fine printerów zgrzytanie zębów, palpitacje oraz wypadanie coraz rzadszych włosów.
Chyba już wiem, co i jak mam robić, by było pięknie. Wywoływacz (samorobny ORWO 70 wg Ilińskiego, niech Mu w niebie za udostępnienie recepty anieli śpiewają albo hurysy zabawiają, wszystko wedle życzenia) działa jak należy, tylko negatywy muszą być wywołane tak, by dało je się odbić ze wszystkimi szczegółami na normalnym papierze fotograficznym.
Natomiast lit podbija kontrast i daje kolory, które można potem dodatkowo wzmocnić po odbieleniu i kolejnym wołaniu w mocno rozcieńczonym wywoływaczu.



poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Kula to kształt idealny

Zdaje się, że to Arystoteles albo któryś z jego kolegów po fachu doszedł, że kula to kształt idealny. Fotograficznie kulę można ładnie całkiem wkomponować w kwadrat, chociaż prostokąt też od biedy ujdzie.
     Tak sobie próbuję rozpracować to fotograficznie od ponad dekady, z wynikiem raz lepszym, raz gorszym. Zależy to od tak wielu przecież czynników: chwilowego samopoczucia, tego, czy dzień deszczowy i ponury czy słoneczny, ilu ludzi pęta się bez potrzeby w pobliżu, wkurzając mnie niepomiernie, czy aparat się nie zacina i rusza dopiero po obdarzeniu go dobrym słowem, potem trzeba wywołać z odpowiednim kontrastem, byle nie za wielkim, wreszcie nadchodzi chwila wytchnienia, gdy można sobie popatrzeć w kuwetę, w której po kilku (optymistycznie) lub kilkunastu (standard) minutach zaczynają pojawiać się pierwsze zarysy obrazu.
     Następnie suszenie barytowej odbitki, która złośliwie fałduje się, wtedy wymoczyć cholerę, dać jej podeschnąć, i jeszcze raz pod prasę, może tym razem będzie dobrze.
     Na koniec oględziny przy świetle dziennym, i decyzja ostateczna: zostawić, czy odbielić i pomoczyć w mocno rozcieńczonym licie, by powychodziły ceglaste barwy.
     Wystawa to ukoronowanie tych wszystkich manipulacji, peregrynacji, obserwacji, dobrych życzeń pod adresem Fomy, bo zmieniła dostawcę żelatyny i na odbitkach pojawiać się zaczęły plamki w trakcie wywoływania. Ale na wszystko jest sposób - ja zacząłem składać swoje wywoływacze i pomogło. Jak na razie walka z materią wygrana, ciekawe, co będzie dalej.
Gdańsk, ul. Mariacka 2016. Mamiya C330f z ob. 2,8/80. Rollei RPX 100, papier Foma 132 (nowy, wychodzą plamy w wywoływaczu fabrycznym, w moim ich nie ma). Odbielanie, 2-gie wołanie w bardzo rzadkim licie. Lepiej.

Gdansk, ul. Mariacka 2012. Mamiya C3 + 2,8/80. Fuji Neopan 400, papier Foma 132 (stara produkcja).

Gdańsk, ul. Mariacka 2012. Nikon F3 z Nikkorem 2/50. Polypan 50, Foma 132 (stara produkcja).

Girona 2008. Rolleiflex Automat, Fuji Neopan 400. Papier Forte PW 17 (koniec produkcji ok. 2006 r.).