środa, 18 lipca 2018

Neortdecowskie i secesyjne renowacje 18.07.2018.

Na wcześniej wzmiankowanej komodzie/szafce pod telewizor (swoją drogą, kiedy tę szafkę robiono, telewizor był dobrem niezmiernie rzadkim i luksusowym, chociaż czarno białym i można było oglądać jeden program, czasem nudny jak flaki z olejem - towarzysz Gomułka ględził i ględził, niekiedy zaś puszczali czterech pancernych i ulice wyludniały się) położyliśmy dębowy cieniutki jasny fornir. Na to wszystko położyliśmy następnie kilkanaście kilogramów książek (m.in. Sapkowski, sci-fi i kulinaria) i zostawiliśmy do jutra.
Odczuwam lekki niepokój, gdyż zastosowałem inną technikę - klejenie wikolem na zimno z dociskaniem. Mam nadzieję, że wszystko się ładnie ułoży; poprzednia wprawka na starym stoliku wymaga wielu poprawek, ale popełniłem błąd techniczny, gdyż dałem za mało kleju, nakładając go tylko na jedną z łączonych powierzchni.
Nie wszędzie załapało, więc teraz nacinam fornir, wpycham pod spód wikol i mocno przyciskam. Powoli, cierpliwie i będzie coraz równiej.
Do tego doszło klejenie ponad stuletniego secesyjnego krzesła - stare spoiny uległy masie mojego syna kiwającego się na nim podczas siedzenia przy komputerze. Używam do tego polskiego Wikolu, gdyż wolniej wiąże, jest w miarę rzadki w związku z czym głębiej penetruje drewno.
Fornir dębowy na tylnej ściance drzwiczek środkowych.

Kiedyś to krzesło chciano spalić, ale zrobiłem awanturę, i rodzice odstąpili od tego zamiaru.

Uwielbiam snycerkę na górnej krawędzi oparcia. Kiedyś zmienię obicie.

Meble się kleją.

Siedzisko odstawało z jednej strony. Wikol pomoże.

Spoczywa i pracuje pewnie z kilkanaście kilogramów. Ciężar gatunkowy też istotnym jest.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza