Cała historia zaczęła się w poniedziałek 24 sierpnia 2026. Pojechałem do Starego Miasta, by pozdejmować świątynię św. Jana,mając na względzie to, że nieco wcześniej dogrzebałem się do negatywu, z którego skany pokazałem we wcześniejszym poście. Uznałem, że okres 35 lat to dobra okazja, by znowu się pobawić w fotografię, tym razem nieco bardziej kombinowaną, niż dawne proste kadry z Fenixa II.
Zabrałem Nikona FM z Nikkorem AIS 28mm f2.8, na to przykręciłem czerwonego Marumiego, zaś w puszce siedział sobie kilkunastoletni ORWOPAN 100. Wywołałem to cudo w ciemni GTF tego samego wieczora, po czym po wyciągnięciu filmu ze szpuli koreksu bardzo brzydko w myślach zakląłem, gdyż taśma okazała się być na tyle zadymiona, że straciła wszelką użyteczność artystyczną. Jedyne co można było uczynić, to wydrapać sobie na niej szpileczką obrazki, przedstawiające niekoniecznie św. Jana.
Cóż było począć - następnego dnia wziąłem kolejne filmy; do Nikona F3HP założyłem dość rzadki i mało znany u nas film kinematograficzny Kodak Eastman Double-X 250, który w dedykowanym D-96 wychodzi wręcz bajkowo (jak dla mnie bomba, szczególnie, że składam go sam); do Nikona FM wsadziłem 40-letniego ORWO NP55, który to wynalazek jest również filmem typu cine, z charakterystyczną ciemnofioletową warstwą przeciwodblaskową i dość sporym ziarnem. Jako że zupa D-96 była jeszcze zdatna, to wywołałem go tak samo jak Kodaka, w temperaturze 23 st.C i w czasie ok. 8 3/4 minuty.
Obiektywy to Nikkor AF-D 24 mm f2.8, wyżej wspomniany 28 mm f2.8 oraz starusieńki Nikkor 50 mm f2.0 - jest to konstrukcja Gaussa, niesamowicie ostra, a zarazem tania z drugiej ręki, gdyż jasność 2.0 wpływa na ogromne obniżenie ceny; ten na japońskim Mercari kosztował mnie równowartość kilkudziesięciu złociszy. Na wszystkich szkłach były czerwone filtry różnej gęstości.
Pogoda nadal dopisywała, słońce świeciło przez malownicze i bardzo szybko przesuwające się chmury, ludzie nie zwracali uwagi na szaleńca z dwoma zenitopodobnymi zabytkami na karku, poza tym nie było ich zbyt wielu i miałem pełną swobodę działania. Powtórzyłem to, co utraciłem z dnia poprzedniego, i nie ukrywam, że z uzyskanego efektu jestem zadowolony.
Poniżej pokazuję kilka klatek ze św. Janem, który współpracował i pozował bez gadania, co mi zawsze bardzo odpowiada. Jest to negatyw Kodaka, naświetlałem go przy nominalnej czułości 250 ASA. Skanów nie plamkowałem, bo mi się nie chciało.
![]() |
Powtórka ujęcia sprzed lat - zobacz poprzedni post. Nikon F3HP, Nikkor AF-D 24 mm z czerwonym filtrem. |







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz