niedziela, 10 marca 2019

Ora et labora.

Nie, moi drodzy, nie o ciężką orkę tutaj chodzi, tylko o wymodlony efekt końcowy, taki żeby były ładne światła oraz cienie. I żeby nie przypominało to zwykłej sepii, ale przecież każdy znający się nieco na chemii fotograficznej zauważy od razu, że inne są tutaj barwy i tonalność. W światłach jakieś barwy łososiowo-żółte, cienie brązowe albo zielonobrunatne, zależnie od proporcji zestawu roboczego, jego temperatury oraz czasu naświetlania.
Bez większego żalu rozstałem się z papierem Fomatone MG 532 II, który Czesi przestali produkować. Znacznie bardziej podoba mi się kolorystyka matowej Fomy 132 lub błyszczącej 131 (ale suszonej na zimno). Światła są tutaj cieplejsze, wpadające niekiedy w żółcie lub nawet lekko spłowiałe oranże, a i cienie chyba bardziej sympatyczne dla oka.
Skończył mi się wywoływacz litowy ORWO 70, więc wyciągnąłem z szuflady słoiki ze składnikami, wagę, termometr, i resztę śmietnika potrzebnego do mieszania i rozlewania.
Uzyskałem dwa półlitrowej pojemności plastykowe słoiczki, których zawartość pozwoli mi na zrobienie kilkunastu odbitek formatu wystawowego. Zacznę za jakieś dwa tygodnie, kiedy chemia przegryzie się i zacznie optymalnie pracować.
Tors. Zamek w Broniszowie. Rolleiflex T. Papier Fomatone MG 532 II w ORWO 70 o temperaturze 24 st. C.

Stężone roztwory przygotowuje się przez ok. 15 minut. Wystarczy na 15-20 odbitek, zależnie od przyjętej metody.

Z tyłu pojemniki ze składnikami - wszystkie można dostać przez internet.

Pierwsze trzy od lewej - składniki do koncentratu "A". Po prawej jeden składnik dla koncentratu "B". Miesza się ze sobą i z wodą zasadniczo w równych proporcjach bezpośrednio przed użyciem. A potem do kibla.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza