wtorek, 22 października 2019

Widoki Motławy, 22.10.2019.

W ostatnią niedzielę miałem okazję przejść się po rynku na Przymorzu. Przy wyjściu stał znany z widzenia pan, sprzedający różne wyroby techniczne minionej epoki, wśród nich aparaty do prawdziwej fotografii, czyli na filmy. Młodszym i nie posiwiałym jeszcze koleżankom i kolegom oświadczam, że filmy obrabia się w mokrej ciemni - bez żadnych zbereźnych konotacji. Na stoliku wśród cudów techniki sprzed kilku dziesiątków lat spoczywała Minolta SRT 303 - serce zabiło mi żywiej, jako że lata temu od duńskiego przyjaciela dostałem bardzo podobną Minoltę SRT 101 z kilkoma bardzo fajnymi obiektywami, wśród nich zaś kultowym Rokkorem 58 mm ze światłem 1,4. Plastyką bije on wszelkie Nikkory, które też przecież sroce spod ogona nie wypadły.
     Dzięki takim konstrukcjom optycznym zawiązała się współpraca Minolty z Leitzem w Wetzlarze, co zaowocowało wspólnymi rozwiązaniami zarówno optyki jak i konstrukcji kamer, sprzedawanych oczywiście pod różnymi nazwami.
     Wyskrobałem z portfela żądane 100 złotych i aparat był mój! Posiadał on także ze wszech miar zacny obiektyw 1,7/50 mm, ja jednak od razu po przyjściu do domu założyłem starsze nieco szkło 58 mm na nowsze body. Posiada ono - w przeciwieństwie do modelu 101 - funkcję wielokrotnej ekspozycji oraz możliwość podglądu obydwu parametrów ekspozycji, tj. czasu naświetlania i wartości ustawionej przysłony poprzez wizjer pryzmatu. Dodam, że aparat wygląda prawie niczym nowy, bez większych rys czy otarć na korpusie. Brakowało tylko dekla od obiektywu.
     Dobry Pan światłem dzisiaj wynagrodził, toteż już przed południem byłem na Starówce, chwytając poprzez wizjer i naświetlając kolejne klatki przeterminowanego filmu Fuji. Skanowanie wypadło całkiem dobrze, aczkolwiek tyłek nieco zdrętwiał. Miłość jednak wymaga ofiary.





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza