czwartek, 16 sierpnia 2018

Przemija świetność świata tego, czyli Albertinum w mieście Dresden.

Tym razem nie o mnie, chociaż zdanie o negatywnej transformacji duchowej sztuki niemieckiej jest jak najbardziej moje własne. Otóż odwiedziłem niedawno miasto Dresden, po polsku zwane Dreznem, w Saksonii.
Jako że słyszałem super opinie o tamtejszych zbiorach sztuki, to najpierw udałem się do Zwingeru, skąd wyszedłem w miarę usatysfakcjonowany. Starzy mistrzowie mają jednak klasę, trzeba to przyznać.
Następnie udałem się do Albertinum, pragnąc obejrzeć zbiory nowszej sztuki niemieckiej, od C.D.Friedricha poczynając. Mocno chciałem ujrzeć mięsiście zmysłowego Corintha, którego oddane w oleju kobiece kształty poruszają mnie do głębi. Nie ukrywam - mało tego było, w pojedynczych egzemplarzach, często w źle oświetlonych pomieszczeniach. Każdy jednak pokazuje to, co ma.
Odczułem jednak głęboki wstrząs, kiedy wszedłem na sale poświęcone enerdowskiej sztuce powojennej, czyli długo i szczęśliwie panującemu tam socrealizmowi. W końcu nic dziwnego - już od 1933 r. w Niemczech panowała jedynie słuszna sztuka wzorowana na klasycyzmie zmieszanym z Duererem, poszli więc po łatwości i zaczęli malować trójki murarskie, ciemiężonych przez imperialistów Koreańczyków itd. itp.
Nadal jednak nie mogę wyjść z podziwu nad tym, że pośrodku sali skądinąd czcigodnego muzeum straszy łysa pała wodza rewolucji bolszewickiej. Chyba naprawdę mocno im mózgi przefasonowali, i nieszczęśnicy nie potrafią się z tego wyzwolić.
Jak w piosence sprzed lat - Głowa Lenina znad pianina... . Czy temu narodowi coś pomoże?

Corinth marnie był oświetlony, ale obróbka cyfrowa czyni cuda.

Uwielbiam Corintha.

W tym samym budynku również Manet, chociaż jeden.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza