piątek, 7 lutego 2020

Telemann tam był cz.2.

Pałac i zamek, chronologicznie raczej zamek i późniejszy pałac w Żarach. Mój ulubiony Telemann mieszkał tam sobie przez pół roku i podczas podróży do I RP, pozostającej wtedy w unii z Saksonią, zmuszony był wsłuchiwać się w barbarzyńskie dźwięki polskiej muzyki, skrzypcowej głównie, odpoczywając i nocując w kolejnych, coraz bardziej ku wschodowi położonych karczmach. Jednak owa barbaria wywarła na nim tak duże wrażenie, że chodziła mu często po głowie i wylewała się na papier z pięcioliniami, dzięki czemu improwizacje wąsaczy w kożuchach przetrwały chociaż w części do dnia dzisiejszego.
    Zresztą, nie jego jednego inspirowała twórczość naszych muzykantów; ponad dwadzieścia lat temu poznałem szwedzkiego nauczyciela muzyki, który namiętnie kupował płyty z polskim rockiem, puszczając go następnie swoim uczniom. Kilku z nich utworzyło potem grupę o swojsko brzmiącej nazwie "Sklep" - w latach 90 słowo to pojawiało się prawie na każdym szyldzie w miastach, miasteczkach i wsiach i wryło się w mózgi skandynawskiej młodzieży, ciężko pokutującej za całonocne pijaństwo na promie z Karlskrony do Gdyni.
    Litowe ujęcia z Żar uzupełniają rozpoczęty cykl "Muzycznych bisocjacji", które zamierzam kontynuować w kwadratowym formacie i z czasem pokazywać - być może z towarzyszeniem powiązanej z lokalizacjami muzyki.
    Ostatnio zmodyfikowałem formułę wywoływacza litowego i zamierzam powtórzyć nieco ujęć sprzed lat, z których dużego i zbyt brutalnego kontrastu nie jestem już dłużej zadowolony.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza