![]() |
| Ford A, 1930 |
niedziela, 20 października 2019
Nie tylko Fordowo było, wbrew pozorom. Kuźnia Wodna 19.10.2019.
Jak wiadomo, Fordy są fajne, wygodne, mają przyjemne osiągi, ale nie są uważane za pojazdy zbyt trwałe. Jednak wytrwałość rodaków sprawia, że niekiedy na drogi wyjeżdżają pojazdy zbudowane np. w roku 1930. Takowe cudeńko, jakby prosto z taśmy, przytoczyło się dzisiaj pod Kuźnię Wodną. Były też inne ładne pojazdy, jak np. Mustangi czy Capri, które pamiętam jeszcze z dzieciństwa. Potem to poznikało, ale pojawia się znowu, przynajmniej na zlotach starych samochodów.
środa, 2 października 2019
Milczące postacie nad Motławą. Baryt trzyma 180 lat.
Nie wiem, czy jestem ciekaw i czy chciałbym wiedzieć, czego były świadkami kamienne postaci figur nad Motławą. Mój największy niepokój budzi figura pruskiego bóstwa przy ścianie Muzeum Archeologicznego.
Lecz bóstwa hinduskie też są tajemnicze, aczkolwiek nieco bardziej chyba spersonalizowane.
Nie wiem, czy powinienem dalej o tym pisać - ogarniają mnie smutne myśli o nieuchronności przemijania. To wszystko i tak pozbawione jest znaczenia w obliczu wieczności. Po dawnych kulturach zostały marne resztki, śmietniki i ruiny. Po ich twórcach pozostały gdzieś atomy, zmieszane z piaskiem lub wodą. Podobno najtrwalsza jest pamięć, ale i ta przemija wraz z ostatnimi przedstawicielami jakiegoś rodu czy innej grupy.
Barytowe odbitki żyją przynajmniej 180 lat (Daguerre i Talbot - 1839 rok). Muszą być jednak porządnie obrobione. Staram się.
Lecz bóstwa hinduskie też są tajemnicze, aczkolwiek nieco bardziej chyba spersonalizowane.
Nie wiem, czy powinienem dalej o tym pisać - ogarniają mnie smutne myśli o nieuchronności przemijania. To wszystko i tak pozbawione jest znaczenia w obliczu wieczności. Po dawnych kulturach zostały marne resztki, śmietniki i ruiny. Po ich twórcach pozostały gdzieś atomy, zmieszane z piaskiem lub wodą. Podobno najtrwalsza jest pamięć, ale i ta przemija wraz z ostatnimi przedstawicielami jakiegoś rodu czy innej grupy.
Barytowe odbitki żyją przynajmniej 180 lat (Daguerre i Talbot - 1839 rok). Muszą być jednak porządnie obrobione. Staram się.
poniedziałek, 9 września 2019
Widoki Motławy. Wernisaż 11 września 2019 godzina 18.00 w Domu Uphagena.
Trochę to trwało. W końcu wybrałem najsłuszniejsze fotogramy, wyciąłem passe partout, po czym oprawiłem wszystko na wystawę do Domu Uphagena. Będą wisiały w dobrym towarzystwie, bo malarskim popełnionym przez Krystynę Kahsin. Jako że obydwojgu autorom daleko dosyć do bezwzględnego realizmu, pole do interpretacji przez odbiorców pozostało całkiem spore. Wydaliśmy też 20 sztuk albumu wystawowego.
Jako że nie odważę się wypowiadać za autorkę prac malarskich, to o swoich napiszę tylko tyle, że pierwsze z nich - będące czarno-białą relacją z pewnego wydarzenia - powstały w 1991 roku. Potem było już tylko lepiej, tj. gorzej, bo napsułem sporo materiału pragnąć wykonać jak najlepsze odbitki litowe. Poświęciłem temu dziesiątki godzin pracy, i sam już nie wiem, co było bardziej żmudne - patrzenie w kuwetę, by uchwycić ten decydujący moment tuż przed chwilą, gdy odbitka osiągnie właściwe nasycenie i gęstość w cieniach - trzeba ją wtedy energicznie chwycić i szybko przełożyć do przerywacza; a może było to kilkudniowe suszenie pod prasą kapryśnego papieru, który uwielbia pofałdować się na krawędziach. Trochę tych fałdek nadal jest widocznych, ale nie miałem już ochoty na dalszą walkę, montując wszystko w ramy jedno po drugim.
Odnoszę wrażenie, że krakowskie zaczarowane dorożki zostają nieco w tyle po transformacji, jaką poddaliśmy nasze też dziwne pod każdym względem i niezwykłe miasto.
Dziękuję Jackowi Sadłowskiemu (GTF) za fotoreportaż z wernisażu wystawy.
Jako że nie odważę się wypowiadać za autorkę prac malarskich, to o swoich napiszę tylko tyle, że pierwsze z nich - będące czarno-białą relacją z pewnego wydarzenia - powstały w 1991 roku. Potem było już tylko lepiej, tj. gorzej, bo napsułem sporo materiału pragnąć wykonać jak najlepsze odbitki litowe. Poświęciłem temu dziesiątki godzin pracy, i sam już nie wiem, co było bardziej żmudne - patrzenie w kuwetę, by uchwycić ten decydujący moment tuż przed chwilą, gdy odbitka osiągnie właściwe nasycenie i gęstość w cieniach - trzeba ją wtedy energicznie chwycić i szybko przełożyć do przerywacza; a może było to kilkudniowe suszenie pod prasą kapryśnego papieru, który uwielbia pofałdować się na krawędziach. Trochę tych fałdek nadal jest widocznych, ale nie miałem już ochoty na dalszą walkę, montując wszystko w ramy jedno po drugim.
Odnoszę wrażenie, że krakowskie zaczarowane dorożki zostają nieco w tyle po transformacji, jaką poddaliśmy nasze też dziwne pod każdym względem i niezwykłe miasto.
Dziękuję Jackowi Sadłowskiemu (GTF) za fotoreportaż z wernisażu wystawy.
![]() |
| 7 lipca 1991. Rolleiflex, film Svema 64, odbitka żelatynowo-srebrowa 29x29 cm. |
![]() |
| 24.02.2019. Mamiya C330f, film Ilford, podwójna ekspozycja, odbitka litowa 29x29 cm, unikat. |
Etykiety:
2nd pass lith,
baryt,
fotografia analogowa,
fotografia litowa,
Gdańsk,
Jacek Sadłowski,
Krystyna Kahsin,
lith printing,
moje wystawy,
widoki Motławy,
wystawy
piątek, 6 września 2019
Wiatr nad jeziorem
Dawno, dawno temu leżał sobie w krzakach nad jeziorem wrak Cadeta. Znalazłem go przypadkiem, zaholowałem gdzie trzeba i odbudowałem. Potem pływałem nim sobie po jeziorze. Raz było lepiej, raz gorzej, zależnie od siły wiatru (lub jego braku). W tzw. międzyczasie ktoś go podprowadził i postawił w zaroślach, by nabierał deszczówki przez kilka miesięcy. Znalazła go wreszcie policja (chwała im!), po czym zabrałem się za remont.
Niestety, drewno nabrało wody, a może moje umiejętności szkutnicze nie były wystarczające, i ostatnie pływanie miało miejsce rok temu w sierpniu.
Tego lata okazało się, że stępka w okolicach skrzynki mieczowej przegniła, podobnie było z częścią burty.
Wziąłem więc siekierę, i po kilku godzinach resztki można było przenieść w miejsce spalenia.
Zacząłem rozglądać się za czymś nowym, plastykowym i szybszym niż jachcik dla dzieci i młodzieży.
Udało się, i od kilku tygodni testuję nową łódkę, co - nie ukrywam - daje mnóstwo radości i nieco adrenaliny, zwłaszcza przy nieco bardziej porywistym wietrze. Ot, takie sobie wiejskie rozrywki zamiast picia wódki i walenia się sztachetami po głowach.
Niestety, drewno nabrało wody, a może moje umiejętności szkutnicze nie były wystarczające, i ostatnie pływanie miało miejsce rok temu w sierpniu.
Tego lata okazało się, że stępka w okolicach skrzynki mieczowej przegniła, podobnie było z częścią burty.
Wziąłem więc siekierę, i po kilku godzinach resztki można było przenieść w miejsce spalenia.
Zacząłem rozglądać się za czymś nowym, plastykowym i szybszym niż jachcik dla dzieci i młodzieży.
Udało się, i od kilku tygodni testuję nową łódkę, co - nie ukrywam - daje mnóstwo radości i nieco adrenaliny, zwłaszcza przy nieco bardziej porywistym wietrze. Ot, takie sobie wiejskie rozrywki zamiast picia wódki i walenia się sztachetami po głowach.
![]() |
| Komórkowo, bo trzeba było wziąć się za siekierę. |
![]() |
| Analogowo: Nikon F3, Polypan 50 wołany w HC-110. Nikkor E 1,8/50. |
![]() |
| Stary super fajny Nikkor AF-D 1,8/50. |
poniedziałek, 26 sierpnia 2019
Widoki Motławy, 2 lipca 2019.
Dawno temu dosyć przyjąłem takie założenie, że określony motyw będę fotografował obiektywami standardowymi - tak małym jak i średnim formatem, a to dla uzyskania pewnych porównań w dłuższym okresie czasu.
Kolega Sławek pozbywał się jednak swojego systemu Nikona, przechodząc na nietypowy aczkolwiek interesujący system bezlusterkowej Sigmy ze specyficzną matrycą oraz ciekawymi obiektywami. Pozwolił mi przez dłuższy czas przetestować swojego Distagona 3,5/14 z mocowaniem Nikona F. Ostatecznie nie odkupiłem go, ale naświetliłem kilka negatywów oraz plików cyfrowych.
Rzadko korzystam z szerokiego kąta, do moich celów wystarcza mi 24 mm, a takie szkło od dawna posiadam.
Rezultatem kilku wyjść plenerowych przy różnej pogodzie jest (jak do tej pory) kilka zdjęć litowych. Aby jeszcze bardziej odróżnić się od przyjętego onegdaj kanonu (nie mylić z Canonem) kadrowałem w poziomie.
Uważam efekt za całkiem interesujący. Niedawno nadeszła paczka z nowym papierem Fomy, tak więc pozostaje mi jedynie zacząć kolejne eksperymenty formalne i artystyczne. Odbitka jest częścią dużego cyklu, który zamierzam pokazać na wystawie od 11 września począwszy. O tym jednak więcej w późniejszym czasie.
Kolega Sławek pozbywał się jednak swojego systemu Nikona, przechodząc na nietypowy aczkolwiek interesujący system bezlusterkowej Sigmy ze specyficzną matrycą oraz ciekawymi obiektywami. Pozwolił mi przez dłuższy czas przetestować swojego Distagona 3,5/14 z mocowaniem Nikona F. Ostatecznie nie odkupiłem go, ale naświetliłem kilka negatywów oraz plików cyfrowych.
Rzadko korzystam z szerokiego kąta, do moich celów wystarcza mi 24 mm, a takie szkło od dawna posiadam.
Rezultatem kilku wyjść plenerowych przy różnej pogodzie jest (jak do tej pory) kilka zdjęć litowych. Aby jeszcze bardziej odróżnić się od przyjętego onegdaj kanonu (nie mylić z Canonem) kadrowałem w poziomie.
Uważam efekt za całkiem interesujący. Niedawno nadeszła paczka z nowym papierem Fomy, tak więc pozostaje mi jedynie zacząć kolejne eksperymenty formalne i artystyczne. Odbitka jest częścią dużego cyklu, który zamierzam pokazać na wystawie od 11 września począwszy. O tym jednak więcej w późniejszym czasie.
![]() |
| Widoki Motławy, 2.07.2019. Nikon F3, Zeiss Distagon 3,5/14 z filtrem żółtym. Fuji Neopan 400 w HC-110. Fomatone MG 132 w ORWO 70. Odbitka litowa 27 x 40 cm, unikat. |
Etykiety:
"Zeiss Distagon 3,
5/14",
fotografia analogowa,
fotografia litowa,
Fuji Neopan 400,
Gdańsk,
HC-110,
lith printing,
Nikon F3,
odbitki litowe,
ORWO 70,
widoki Motławy
wtorek, 30 lipca 2019
Widoki Motławy, 25 lipca 2019.
Na szyi zabytkowa Leica IIIf z Summitarem 2/50 z żółtym filtrem, który udało mi się przypadkiem kupić po kilku latach od nabycia samego aparatu. Filtr ma bardzo specyficzne mocowanie, pasujące jedynie do rzeczonego Summitara. Technika robienia (ostrych) zdjęć jest odmienna od powszechnie stosowanej w lustrzankach.
Dalmierz Leici to koszmar - ledwo widać dwa nakładające się na siebie pola obrazowe. Trzeba więc skręcić przysłonę, najlepiej do 8 albo 11 i posługując się skalą głębi ostrości na obiektywie ustawić sobie z góry to, co zakładamy, że powinno być ostre. Summitar pozwala na ustawienie zakresu głębi ostrości od około 4 metrów do nieskończoności przy przysłonie 8, tak więc przy zdjęciach z większej odległości wszystko w pewnej odległości od obiektywu jest ostre.
Żółty filtr zmusza do dwukrotnego przedłużenia czas naświetlania, światłomierz ustawiłem więc na 200 ASA. W aparacie był znany i sprawdzony Ilford PAN 400. Przy pełnym słońcu czas wyniósł 1/500 sekundy przy przysłonie 8, albo 1/200 sekundy przy przysłonie 11.
Pozostało tylko naciągnąć migawkę gałką przesuwu filmu - co najmniej dwa obroty, ten aparat nie ma dźwigni jak np. Zenity lub manualne Nikony.
I teraz jak pan Cartier-Bresson - aparat do oka i cyk! Szybkie robienie zdjęć tym malutkim urządzeniem jest możliwe przy zachowaniu powyższych zasad postępowania. Nie jest potrzebny autofokus ani motor. Oczywiście cały czas mam na myśli fotografię analogową lub chemiczną, jak kto woli.
Na Motławie działo się sporo, bo dzień był piękny, do Gdańska zaś przybyli duńscy kibice na mecz z Lechią. Okupowali głównie ogródki piwne w okolicy wielkiego koła na przeciwnym brzegu kanału; łatwo ich było poznać po żółtych koszulkach i niebieskich spodenkach.
Dalmierz Leici to koszmar - ledwo widać dwa nakładające się na siebie pola obrazowe. Trzeba więc skręcić przysłonę, najlepiej do 8 albo 11 i posługując się skalą głębi ostrości na obiektywie ustawić sobie z góry to, co zakładamy, że powinno być ostre. Summitar pozwala na ustawienie zakresu głębi ostrości od około 4 metrów do nieskończoności przy przysłonie 8, tak więc przy zdjęciach z większej odległości wszystko w pewnej odległości od obiektywu jest ostre.
Żółty filtr zmusza do dwukrotnego przedłużenia czas naświetlania, światłomierz ustawiłem więc na 200 ASA. W aparacie był znany i sprawdzony Ilford PAN 400. Przy pełnym słońcu czas wyniósł 1/500 sekundy przy przysłonie 8, albo 1/200 sekundy przy przysłonie 11.
Pozostało tylko naciągnąć migawkę gałką przesuwu filmu - co najmniej dwa obroty, ten aparat nie ma dźwigni jak np. Zenity lub manualne Nikony.
I teraz jak pan Cartier-Bresson - aparat do oka i cyk! Szybkie robienie zdjęć tym malutkim urządzeniem jest możliwe przy zachowaniu powyższych zasad postępowania. Nie jest potrzebny autofokus ani motor. Oczywiście cały czas mam na myśli fotografię analogową lub chemiczną, jak kto woli.
Na Motławie działo się sporo, bo dzień był piękny, do Gdańska zaś przybyli duńscy kibice na mecz z Lechią. Okupowali głównie ogródki piwne w okolicy wielkiego koła na przeciwnym brzegu kanału; łatwo ich było poznać po żółtych koszulkach i niebieskich spodenkach.
![]() |
| Duńscy kibice na górnym pokładzie. t = 1/500 s., f = 8. Ostrość na nieskończoność. |
![]() |
| Na Zielonym Moście. t = 1/200 s., f = 11. Ostrość ustawiona na ok. 4 metry. |
wtorek, 16 lipca 2019
"Barwy Lasu" w Rodowie. 13.07.2019
Dałem zdjęcia na konkurs fotograficzny organizowany przez ASP w Gdańsku i Lasy Państwowe. Ekspozycja konkursowa była wielce prowizoryczna, ale warto było, jako że zdobyłem 2 miejsce.
Moje zbiory albumów fotograficznych powiększyły się o kolejną publikację Salgado. Za własne pieniądze bym nie nabył - lepiej kupić papier fotograficzny na kolejne odbitki. I tak się to wszystko powoli kręci.
Moje zbiory albumów fotograficznych powiększyły się o kolejną publikację Salgado. Za własne pieniądze bym nie nabył - lepiej kupić papier fotograficzny na kolejne odbitki. I tak się to wszystko powoli kręci.
Etykiety:
Barwy lasu,
cyjanotypia,
FOMA,
fotografia analogowa,
fotografia litowa,
konkurs fotograficzny,
lith printing,
Mamiya C330F,
Nikon F3,
Rodowo
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















