wtorek, 15 września 2026

Wieże Ratusza Głównego Miasta w Gdańsku w dniu 30 sierpnia 2026

Dawno nie byłem na gdańskiej Starówce, obawiając się zaatakowania lub zadeptania przez turystyczną stonkę. Dlatego uczyniłem to w dniu 30 sierpnia, który był całkiem fajny dla moich celów, jako że światło słoneczne waliło dosyć kontrastowo, a przy tym na niebie pływały sobie dość malownicze chmury, dobrze odcinające się od niebieskiego tła. Na obiektywie 28 mm f2.8 AIS siedział sobie przykręcony filtr Kenko dość gęsto czerwony.

W korpusie powycieranego Nikona F3HP wił się zaś zabytkowy cinefilm ORWO NP55, pierwotnie przeznaczony do kręcenia filmów w kamerach typu Arriflex. Puszka 30,5 m opatrzona została datą przydatności do spożycia 1986. Pierwsze filmy z owego nieco skorodowanego opakowania były mniej czułe na perforacji, jednak ta rolka wywołała się już równo w złożonym z kilkudziesięcioletnich składników D-96.



poniedziałek, 31 sierpnia 2026

Świętego Jana kontynuacja po 35 latach

 Cała historia zaczęła się w poniedziałek 24 sierpnia 2026. Pojechałem do Starego Miasta, by pozdejmować świątynię św. Jana,mając na względzie to, że nieco wcześniej dogrzebałem się do negatywu, z którego skany pokazałem we wcześniejszym poście. Uznałem, że okres 35 lat to dobra okazja, by znowu się pobawić w fotografię, tym razem nieco bardziej kombinowaną, niż dawne proste kadry z Fenixa II.

Zabrałem Nikona FM z Nikkorem AIS 28mm f2.8, na to przykręciłem czerwonego Marumiego, zaś w puszce siedział sobie kilkunastoletni ORWOPAN 100. Wywołałem to cudo w ciemni GTF tego samego wieczora, po czym po wyciągnięciu filmu ze szpuli koreksu bardzo brzydko w myślach zakląłem, gdyż taśma okazała się być na tyle zadymiona, że straciła wszelką użyteczność artystyczną. Jedyne co można było uczynić, to wydrapać sobie na niej szpileczką obrazki, przedstawiające niekoniecznie św. Jana.

Cóż było począć - następnego dnia wziąłem kolejne filmy; do Nikona F3HP założyłem dość rzadki i mało znany u nas film kinematograficzny Kodak Eastman Double-X 250, który w dedykowanym D-96 wychodzi wręcz bajkowo (jak dla mnie bomba, szczególnie, że składam go sam); do Nikona FM wsadziłem 40-letniego ORWO NP55, który to wynalazek jest również filmem typu cine, z charakterystyczną ciemnofioletową warstwą przeciwodblaskową i dość sporym ziarnem. Jako że zupa D-96 była jeszcze zdatna, to wywołałem go tak samo jak Kodaka, w temperaturze 23 st.C i w czasie ok. 8 3/4 minuty.

Obiektywy to Nikkor AF-D 24 mm f2.8, wyżej wspomniany 28 mm f2.8 oraz starusieńki Nikkor 50 mm f2.0 - jest to konstrukcja Gaussa, niesamowicie ostra, a zarazem tania z drugiej ręki, gdyż jasność 2.0 wpływa na ogromne obniżenie ceny; ten na japońskim Mercari kosztował mnie równowartość kilkudziesięciu złociszy. Na wszystkich szkłach były czerwone filtry różnej gęstości.

Pogoda nadal dopisywała, słońce świeciło przez malownicze i bardzo szybko przesuwające się chmury, ludzie nie zwracali uwagi na szaleńca z dwoma zenitopodobnymi zabytkami na karku, poza tym nie było ich zbyt wielu i miałem pełną swobodę działania. Powtórzyłem to, co utraciłem z dnia poprzedniego, i nie ukrywam, że z uzyskanego efektu jestem zadowolony.

Poniżej pokazuję kilka klatek ze św. Janem, który współpracował i pozował bez gadania, co mi zawsze bardzo odpowiada. Jest to negatyw Kodaka, naświetlałem go przy nominalnej czułości 250 ASA. Skanów nie plamkowałem, bo mi się nie chciało.

Powtórka ujęcia sprzed lat - zobacz poprzedni post. Nikon F3HP, Nikkor AF-D 24 mm z czerwonym filtrem.









 


 

środa, 26 sierpnia 2026

Rozpadówa, czyli kościół św. Jana A.D. 1991

Z racji upływu czasu kalendarzowo-biologicznego zaczyna mi się zbierać (niekiedy) na wspominki. Ponieważ szykuje się ekspozycja w NCK - mam nadzieję - to z szacunku dla historii zamieszczam nieco zdjęć przedstawiających kościół św. Jana - drugą co do wielkości średniowieczną świątynię naszego grodu - zdewastowaną mocno wskutek działań ekipy filmowej pewnego reżysera, który ego miał spore, a resztą się zbytnio nie przejmował. W czasie kręcenia scen walk mocno oberwał ołtarz z czarnego marmuru; samo templum po wojnie wyglądało dość dobrze, ale czasy peerelu mocno dały mu się we znaki.

W drugiej połowie A.D. 1991 dwukrotnie naświetliłem nieco klatek; za pierwszym razem użyłem zakupionego parę dni wcześniej na rynku na Przymorzu aparatu polskiej produkcji Fenix II z obiektywem Euktar 2,8/45 mm. Niezbyt zamożnym studentem będąc do krajowego dalmierzowca włożyłem sowiecki film Svema 64, jaki w ilościach ogromnych zakupiłem od pewnej sympatycznej Rosjanki, która przyjechała do Gdańska z Królewca by spieniężyć co się da. Svema 64 była taniutka, zapakowana w ładunki dzienne bez kaset - dla nie mających pojęcia o dawnych technikach podaję, że ładunek dzienny był filmem nawiniętym na szpulkę, na to była owijka w postaci paska czarnego papieru, który wyciągało się razem z końcówką po załadowaniu materiału do kasety wielokrotnego użytku. Za Svemy zapłaciłem po 1000 złotych sztuka; było to kilka lat przed denominacją i odpowiadało późniejszym 10 groszom. Kupiłem cały worek, którego zawartość dobrze mi służyła przez kilka następujących po sobie lat. Wywoływałem najczęściej w D-76 albo polskim Hydrofenie. Obiektyw po przymknięciu do f5,6 albo f8 rysował bardzo ostro i plastycznie, jednakże z pełnej dziury rysował w miarę ostro w centrum. Na szczęście w dniu 19 września 1991 światło było niezłe.



 

26 listopada tego samego roku razem z grupą studentów z koła epigraficznego wydziału historii UG dzięki prof. M. Kowalskiemu, który był pasjonatem i któremu chciało się robić coś ze swoimi studentami, udało nam się wejść do wnętrza św. Jana. Wtedy miałem już porządniejszy sprzęt, czyli prostą Cosinę CS-1 ze szmacianą migawką oraz standardem Pentaxa 50mm f2.0, wymienioną w Danii za Kieva 4. Do tego założyłem lampę błyskowa Metza, zaś film to rzewnie przez niektórych wspominany polski Fotopan HL o czułości 400 ASA, który wywołałem w D-76. Zdjęcia wnętrza pokazują je mniej więcej w takim stanie, w jakim zostało opuszczone przez wysoce artystyczną lecz nie nazbyt subtelną ekipę filmowców w latach 60-tych. Chociaż nie mogę wykluczyć, że w tzw. międzyczasie zadziało się znacznie gorzej; na niektórych klatkach widoczne są kości po plądrowaniu grobów i ogólny bałagan, poza tym wtedy rozpoczęły się starania ocalenia tego, co jeszcze stało.

Gdy teraz patrzę na dopiero co zeskanowane kadry, to uznaję, że uwzględniając mój ówczesny dość niski poziom umiejętności w połączeniu z zabytkowym sprzętem, pozwolił mi to przynajmniej na stworzenie notatek fotograficznych, dokumentujących żałosny stan zaniedbanego przez dekady zabytku. Kadry są ostre, ze szczegółami w światłach i cieniach. Cieszę się, że mogłem do nich wrócić po 35 latach, i że pokażę je innym.








 

czwartek, 23 lipca 2026

Kombinacje niealpejskie - cyjanotypia i guma dwuchromianowa. Techniki historyczne i szlachetne.

To dopiero początek - uznałem, że nakładanie pierwszej warstwy niebieskiej gumy jest dość pracochłonne, poza tym ta warstwa niekiedy wymywa się w sposób niekontrolowany albo trudny do ogarnięcia po nałożeniu kolejnej, np. żółtej czy czerwonej. Zamiast gumy arabskiej rozrobiłem więc dwa składniki do cyjanotypii, która trzyma się bezproblemowo praktycznie każdego podłoża. 

Pierwsze próby za mną; poniżej pokazuję różne warianty tej samej Edyty, której wyrazisty i klasyczny profil powala mnie na kolana za każdym razem, gdy oglądam skany negatywów z kilku sesji ciemniowych z tą dziewczyną, która zalicza się bez wątpienia do gatunku Divine Beings. 

Wszystkie moje prace chętnie zamienię na bilety Narodowego Banku Polskiego. Mail: adamfleks@gmail.com. Wystawiam paragony lub faktury VAT.

Tę gumę 4-warstwową świat ujrzał w Gdyni w grudniu 2025. Jest chyba najbardziej odjechana ze wszystkich.
 
Guma 3-warstwowa, pokazana na kolejnej odsłonie wystawy "Femina III" w Galerii Gdańskiego Towarzystwa Fotograficznego od 12 VI do 20 VII 2026. Użyłem tutaj pigmentów firmy Szmal z Krakowa oraz rosyjskich gwaszy wytwarzanych w St. Petersburgu, które mi onegdaj podarowano.

Wersja pierwotna, czyli odbitka litowa na silnie vintage'owym papierze GDA MCP 310 RC z lat 1990-2000.

Najnowsza wersja łącząca dwie techniki szlachetne, czyli cyjanotypię - najstarszą technikę fotograficzną wg Herschel;a z 1817 r. oraz drugą warstwę gumy (wynalazek ery wiktoriańskiej) na akwareli Renesans.

Profil Edyty w dwóch ujęciach na filmie cine ORWO NP7 z ok. 1987 r., pa.pier AGFA MCP 310 RC sprzed ok. 30 lat.

niedziela, 15 marca 2026

Solomiia cz. 2. Teraz Nikon i Nikkor!

 Oprócz dwóch średnioformatowych błon wsadzonych do Mamiyi 645s, Solomiia została uwieczniona małym, lekkim, prostym i skutecznym Nikonem FM z Nikkorem 1,4/50. Poniżej reprodukcje zdjęć naświetlonych na przeterminowanym o dziesięć lat materiale FOMAPAN 400, wywołanym w ulubionym od kilku miesięcy D-96 w jednym tanku razem z świeżym filmem AGFA AVIPHOT 200. Oba wyszły znakomicie.




 

Dziewczyna młoda, kamera i reszta dość stare.

 W słoneczna sobotę 14 marca zechciała mi zapozować Solomiia Nikiforova, która w tym celu przyjechała z Koszalina. By nie rozpisywać się zanadto informuję uprzejmie już teraz, że wykorzystaliśmy zarówno jasno oświetlony dziedziniec na zapleczu Gdańskiego Towarzystwa Fotograficznego; lokal należy do nieruchomości gdańskich, zaś wewnątrz wygląda lepiej niż z zewnątrz - tynki położone przed wojną jeszcze się trzymają, ale chyba tylko siłą woli. Jednak rozpadówa wygląda bardzo dobrze jako tło dla pięknych kobiet, szczególnie w mocnym i kontrastowym świetle południa.

Użyłem dwóch aparatów oraz czterech rodzajów negatywów, z których tylko jeden był całkiem świeży, jako że uległ przeterminowaniu w ubiegłym roku. Reszta to historyczne materiały z ubiegłego stulecia; do średnioformatowej Mamiyi 645s 1000 włożyłem najpierw ORWO NP22 z 1988 roku, następnie Kodaka Plus-X Pan z 10/1994. Obydwie błony wyszły bardzo ładnie; ORWO wywołałem w D-96, zaś Kodaka w HC-110 dilution H (1:63) zgodnie z przepisem. Kodak już poskanowany, co zamieszczam poniżej.

Aha, do starej kamery przez przejściówkę założyłem portretówkę Biometara 2,8/120 od Carla Zeissa z Jeny w byłym DDR. Nie zawsze udało mi się ustawić prawidłowo ostrość, ale nie posiadam matówki z klinami, no o wzrok już trochę siada. Niemniej jednak szkło rysuje ostro, kontrastowo i plastycznie zarazem. Solomiia wyszła bardzo ładnie, zjawiskowo rzekłbym nawet.




 





piątek, 13 lutego 2026

Dziewczyny z Ukrainy, czyli sesja na Kodaku Double X 5222/250 ASA.

We wtorek 10 lutego miałem przyjemność spotkać się, porozmawiać oraz pofotografować dwie urocze panny z Ukrainy – Anastazję oraz Żenię. Sesja wynikła ad hoc, nie była planowana, jednak przed spotkaniem w GTF coś mnie tknęło i zabrałem ze sobą czcigodnego Nikona F2S z założonym Nikkorem 1,4/50 w wersji pre-AI, czyli z widełkami zamiast występu na pierścieniu przysłony. Obiektyw ten rysuje bardzo ostro i plastycznie zarazem. W puszce siedział film dość rzadko używany w fotografii, czyli kinematograficzny Eastman Kodak 5222, znany również jako Double X, który jest prawdopodobnie najbardziej kinowym ze wszystkich filmów dostępnych obecnie na rynku. Wprowadzony w 1959 roku przez Eastman Kodak, Double X jest powszechnie uważany za kwintesencję czarno-białego filmu kinowego, który niezawodnie oddaje nastrojową intensywność starego Hollywood oraz filmu noir. Biorąc pod uwagę, że nakręcono na nim kilka najlepszych filmów wszechczasów, takich jak „Wściekły Byk” i „Lista Schindlera”, to oznacza to tylko tyle, że materiał ten jest po prostu dobry w tym, do czego został przeznaczony. Kodak Double X okazał się tak dobry, że film nigdy nie został przeformułowany i nadal jest produkowany przez Eastman Kodak. Ponieważ w studio jak zwykle jako źródło światła zastosowałem pojedynczego halogena, to czułość filmu zaniżyłem do przepisanych dla oświetlenia żarowego 200 ASA. Wywołałem to w zestawionym w domowej ciemni D-96, czyli wywoływaczu dedykowanym do tego materiału, który bardzo polubiłem od ubiegłego roku; wybacza błędy, działa wyrównawczo i daje piękną tonalność/rozpiętość w światłach oraz cieniach. Takoż było i tym razem. Dziewczyny pięknie i swobodnie pozowały, film też wyszedł rewelacyjnie. szkoda tylko, że w chwili obecnej Kodak nie zgadza się na cięcie szpuli, przy każdej sprzedaży domagając się podania nazwiska operatora, typu kamery filmowej, tytułu filmu itd. Zostały mi cztery rolki, a w razie trudności z nabyciem pozostaje przejście na inny materiał.